Stowarzyszenie Klasy Skippi 650 KALENDARZ IMPREZ 2003AktualnościSkippi 650GaleriaKontakt

Powrót

Sopot Match Racing 2004
      16-19.09.2004r. Zatoka Gdańska



Oto list jaki przesłał  nam Przemek Tarnacki, organizator Sopot Match Racing, najlepszy z polskich sterników startujących w tej imprezie.

Szanowni Przyjaciele z klasy Skippi 650!

Tą drogą chciałem złożyć Wam serdeczne podziękowania za pomoc w organizacji Sopot Match Race 2004 oraz przyjęcie mojego zaproszenia do startu w imprezie.

Mam nadzieję, że doświadczenia zdobyte w meczowych konfrontacjach z najlepszymi
zachęcą Was do dalszego rozwoju sportowego w pięknej dyscyplinie jaką jest
żeglarstwo meczowe. Podobnie jak wielu innych uczestników Sopot Match Race -
zawodowych żeglarzy - jestem pozytywnie zaskoczony Waszymi umiejętnościami, a
przegrany pojedynek ze sternikiem zwanym Altówką na długo pozostanie w mojej
pamięci :).

Życzę Wam dalszego dynamicznego rozwoju klasy skippi 650, jestem pewien że jeszcze nie raz nasze żeglarskie drogi się spotkają - do zobaczenia!

Przemek Tarnacki
Sopot Match Racing Center
Prezydent




Wyniki wszystkich biegów przedstawiamy w wersji oryginalnej, wystarczy kliknąć na obrazek poniżej.


Wyniki Sopot Match Racing 2004

1 S.Lindberg 10 wygranych meczy
2 S.Meister 9 w.m.
3 E.Neugodnikov 8
4 M.Dunstan 7
5 P.Tarnacki 7
6 T.Flisiak 6 I miejsce Klasa Skippi650
7 C.Kemmling 6
8 P.Oskroba 5 II miejsce Klasa Skippi650
9 W.Myśliwiec 4 III miejsce Klasa Skippi650
10 P.Słowik 3 IV miejsce Klasa Skippi650
11 R.Żurek 1 V miejsce Klasa Skippi650
12 S.Iwiński 0 VI miejsce Klasa Skippi650



Sopot Match Race 2004

 

Chyba nie pozostaje mi nic innego jak po prostu polubić Match Racing.

Przyznam się szczerze, że nie udzieliła mi się euforia kolegów na wieść o możliwościach startu naszych załóg w Pucharze Świata Sopot Match Race 2004. Jako człowiek, który nie tylko „zęby zjadł” ale i stracił trochę zdrowia przy uprawianiu tej pięknej dyscypliny sportu, nie jestem przekonany do zupełnie inaczej pojmowanego żeglarstwa regatowego. W dodatku świadomość, że mam się ścigać z zawodowcami nie nastrajała optymistycznie. Ponieważ trzeba jednak spróbować wszystkiego w życiu, a w dodatku nie miałem wyboru bo załoga „napalona” jak diabli, chcąc niechcąc poddałem się woli większości.

Dojechaliśmy wszyscy już w środę, ponieważ w czwartek przewidziane były treningi. Trochę „zmuliło” nas, gdy obejrzeliśmy naszą kwaterę (Hotel Sopot – środkowy Gierek przed remontem), ale w myśl zasady „Raz w Hiltonie – raz w G -ie E –się) postanowiliśmy przetrzymać. Pozostali koledzy „wymiękli” i pozałatwiali kwatery prywatne.

W czwartek raźno ruszyliśmy do Gdynii aby przeprowadzić jachty do Sopotu. Wiało nieżle, ale schowani w porcie nie bardzo go czuliśmy. Radek Żurek i Wojtek Myśliwiec, pierwsi otaklowali łódki i pomknęli na morze. Nam zeszło trochę czasu i nagle dostaliśmy sygnał od Przemka Tarnackiego aby dać spokój bo „kuje”. Pojechaliśmy więc do hotelu aby przygotować się do ceremonii otwarcia, gdy przyszła kolejna informacja, żeby jednak przeprowadzić łódki. Cóż było robić, w pięknym zachodzącym słońcu wyruszyliśmy w rejs do Sopotu. Wiatr zelżał więc nie było żadnych problemów, ale dobiliśmy do mola w kompletnych ciemnościach. W dodatku bankiet trwał już w najlepsze.

Piątek zaczął się od odprawy i losowania, dla nas niezbyt fortunnego, gdyż ani razu nie wylosowaliśmy naszej łódki. Więcej szczęścia mieli Radek i Piotruś Słowik, którzy w planach mieli parę meczy na swoim sprzęcie. Jak się później okaże nie miało to wielkiego wpływu na nasze sukcesy. Naszym przeciwnikom – zawodowcom - właściwie nie czyni żadnej różnicy na czym płyną.

No i zaczęła się nierówna walka. Bardzo szybko dowiedzieliśmy się czym różni się nasze pływanie od tych najlepszych na świecie. Dla przykładu podam, że gdy my zrzucamy genakera średnio ok. 3-4 długości, oni robią to w ok. 0,5 długości przed boją. Nie było jednak tak źle do końca, Paweł Oskroba był autorem największej sensacji w pierwszym dniu - pokonał rozstawionego z numerem 2 Rosjanina Neugodnikowa! Jeszcze większym echem w mediach zaznaczono zwycięstwo Piotrka Słowika nad Przemkiem Tarnackim: „Przegrał z Altówką” napisali w sobotnim Głosie Wybrzeża. Czyż nie pięknie. Niefart miał Radek, który wygrał pojedynek z Australijczykiem Dunstanem (uczestnikiem regat Pucharu Ameryki), ale ten odwołał się od decyzji sędziów (otrzymał dyskwę za falstart) i pojedynek miał być powtórzony. Ten niefart trwał również w powtórce w niedzielę, ale o tym potem. Niestety tylko my nie odczuliśmy przyjemności ze zwycięstwa. W piątek nie było zbyt dużo wiatru więc udało się rozegrać jedynie 10 „flightów”.

W sobotę zaczęło wiać mocniej, ale nie miało to wpływu na nasze pływanie, za to świetnie spisywali się nasi młodzi kandydaci do klasy Paweł Oskroba i Tomek Flisiak, każdy z nich pokonał tego dnia świetnego Niemca Kemmlinga. W południe zaczęło dmuchać ok. 6B i zaczęły się drobne problemy techniczne. Zdecydowaliśmy więc wspólnie z organizatorami, że przerwiemy regaty na kilka godzin. Wreszcie po czwartej zelżało i dokończyliśmy kilka wyścigów. By dalej niestety bez sukcesów, a nasi młodzi koledzy dużo lepiej, po sobotniej serii Tomek z 5 punktami miał teoretyczną szansę nawet na 4 miejsce. Cały czas klasą dla siebie był Fin Linberg, który wygrał ze wszystkimi. Przerwa spowodowana wiatrem zagroziła planom przeprowadzenia całego cyklu, na niedzielę pozostały jeszcze 4 rundy eliminacyjne.

Na niedzielę zaplanowano więc dokończenie Round Robin i jeżeli czas pozwoli półfinały i finały, przy czym ustalono, że ostatni sygnał przygotowawczy nie może być później niż o 12.30. Jak się później okaże miało to brzemienne skutki.

My pomimo 3-krotnej szansy nie daliśmy rady i z dorobkiem 0 pkt. Zamknęliśmy stawkę. Tomek Filsiak ostatecznie uplasował się na 6 miejscu (6 pkt.) wygrywając z rozstawionym Niemcem Kemlingiem, a tuż za najlepszą polską załogą Przemka Tarnackiego. Brawo!!

Tuż po zakończeniu rundy wstępnej, miała miejsce dogrywka i powtórka meczu Radka Żurka i Dunstana. Powtórka w dosłownym znaczeniu, prowadził Australijczyk ale na pełnym popełnił błąd, przy stawianiu wyrzucił genakera pod łódkę. Nasi to wykorzystali  i ruszyli na drugie kółko. Tymczasem okazało się, że na statku wisiało skrócenie trasy, „kangur” pozbierał się i przeciął linię mety. My uznaliśmy, że moralnym zwycięzcą jest jednak Radek.

Tymczasem zrobiła się godzina 12.30 i gdy komisja chciała rozegrać finał pomiędzy Lindbergiem, który nawiasem mówiąc w niedzielę wreszcie przegrał swój pierwszy mecz z Rosjaninem Neugodnikowem, a zajmującym 2 pozycję Niemcem Stefanem Meisterem, Fin nie zgodził się na to powołując się na regulamin i wcześniejszą decyzję Jury ograniczającą czas.

Miał do tego pełne prawo i pewnie sam bym też tak postąpił, w końcu to ich zawód i ścigają się nie tylko po satysfakcję. I w ten sposób więc załoga fińska wygrała piękną wycieczkę na Seszele, a my zdobyliśmy naukę jak pływa się w Match Racingu.

Dodam, że impreza była naprawdę udana, co podkreślali wszyscy. Piękna pogoda, fantastyczna sceneria tuż koło molo, bogaty program wieczorny w klubie Copacabana, miła atmosfera, a co najważniejsze niezbyt duże straty w naszym sprzęcie, było po prostu SUPER!!!

DZIĘKUJEMY PRZEMKOWI TARNACKIEMU ZA ZAPROSZENIE I MOŻLIWOŚĆ UDZIAŁU

Staś Iwiński (Rexton)



Copyright 2002 SKS 650 Strona główna | Kalendarz imprez | Aktualności | Skippi 650
Przepisy klasowe | Statut| Załogi | Galeria| Kontakt