1
S.Lindberg 10 wygranych meczy
2 S.Meister 9
w.m.
3
E.Neugodnikov 8
4 M.Dunstan 7
5 P.Tarnacki 7
6 T.Flisiak 6
I miejsce Klasa Skippi650
7 C.Kemmling 6
8 P.Oskroba 5
II miejsce Klasa Skippi650
9 W.Myśliwiec
4 III miejsce Klasa Skippi650
10 P.Słowik 3
IV miejsce Klasa Skippi650
11 R.Żurek 1
V miejsce Klasa Skippi650
12 S.Iwiński
0 VI miejsce Klasa Skippi650
Sopot
Match Race 2004
Chyba nie
pozostaje mi nic innego jak po prostu polubić Match Racing.
Przyznam
się szczerze, że nie udzieliła mi się euforia kolegów na wieść o
możliwościach
startu naszych załóg w Pucharze Świata Sopot Match Race 2004. Jako
człowiek,
który nie tylko „zęby zjadł” ale i stracił trochę zdrowia przy
uprawianiu tej
pięknej dyscypliny sportu, nie jestem przekonany do zupełnie inaczej
pojmowanego żeglarstwa regatowego. W dodatku świadomość, że mam się
ścigać z
zawodowcami nie nastrajała optymistycznie. Ponieważ trzeba jednak
spróbować
wszystkiego w życiu, a w dodatku nie miałem wyboru bo załoga „napalona”
jak
diabli, chcąc niechcąc poddałem się woli większości.
Dojechaliśmy
wszyscy już w środę, ponieważ w czwartek przewidziane były treningi.
Trochę
„zmuliło” nas, gdy obejrzeliśmy naszą kwaterę (Hotel Sopot – środkowy
Gierek
przed remontem), ale w myśl zasady „Raz w Hiltonie – raz w G -ie E
–się)
postanowiliśmy przetrzymać. Pozostali koledzy „wymiękli” i pozałatwiali
kwatery
prywatne.
W czwartek
raźno ruszyliśmy do Gdynii aby przeprowadzić jachty do Sopotu. Wiało
nieżle,
ale schowani w porcie nie bardzo go czuliśmy. Radek Żurek i Wojtek
Myśliwiec,
pierwsi otaklowali łódki i pomknęli na morze. Nam zeszło trochę czasu i
nagle
dostaliśmy sygnał od Przemka Tarnackiego aby dać spokój bo „kuje”.
Pojechaliśmy
więc do hotelu aby przygotować się do ceremonii otwarcia, gdy przyszła
kolejna
informacja, żeby jednak przeprowadzić łódki. Cóż było robić, w pięknym
zachodzącym słońcu wyruszyliśmy w rejs do Sopotu. Wiatr zelżał więc nie
było
żadnych problemów, ale dobiliśmy do mola w kompletnych ciemnościach. W
dodatku
bankiet trwał już w najlepsze.
Piątek
zaczął się od odprawy i losowania, dla nas niezbyt fortunnego, gdyż ani
razu
nie wylosowaliśmy naszej łódki. Więcej szczęścia mieli Radek i Piotruś
Słowik,
którzy w planach mieli parę meczy na swoim sprzęcie. Jak się później
okaże nie
miało to wielkiego wpływu na nasze sukcesy. Naszym przeciwnikom –
zawodowcom -
właściwie nie czyni żadnej różnicy na czym płyną.
No
i
zaczęła się nierówna walka. Bardzo szybko dowiedzieliśmy się czym różni
się
nasze pływanie od tych najlepszych na świecie. Dla przykładu podam, że
gdy my
zrzucamy genakera średnio ok. 3-4 długości, oni robią to w ok. 0,5
długości
przed boją. Nie było jednak tak źle do końca, Paweł Oskroba był autorem
największej sensacji w pierwszym dniu - pokonał rozstawionego z numerem
2
Rosjanina Neugodnikowa! Jeszcze większym echem w mediach zaznaczono
zwycięstwo
Piotrka Słowika nad Przemkiem Tarnackim: „Przegrał z Altówką” napisali
w
sobotnim Głosie Wybrzeża. Czyż nie pięknie. Niefart miał Radek, który
wygrał
pojedynek z Australijczykiem Dunstanem (uczestnikiem regat Pucharu
Ameryki),
ale ten odwołał się od decyzji sędziów (otrzymał dyskwę za falstart) i
pojedynek
miał być powtórzony. Ten niefart trwał również w powtórce w niedzielę,
ale o
tym potem. Niestety tylko my nie odczuliśmy przyjemności ze zwycięstwa.
W
piątek nie było zbyt dużo wiatru więc udało się rozegrać jedynie
10
„flightów”.
W sobotę
zaczęło wiać mocniej, ale nie miało to wpływu na nasze pływanie, za to
świetnie
spisywali się nasi młodzi kandydaci do klasy Paweł Oskroba i Tomek
Flisiak,
każdy z nich pokonał tego dnia świetnego Niemca Kemmlinga. W południe
zaczęło
dmuchać ok. 6B i zaczęły się drobne problemy techniczne. Zdecydowaliśmy
więc
wspólnie z organizatorami, że przerwiemy regaty na kilka godzin.
Wreszcie po
czwartej zelżało i dokończyliśmy kilka wyścigów. By dalej niestety bez
sukcesów, a nasi młodzi koledzy dużo lepiej, po sobotniej serii Tomek z
5
punktami miał teoretyczną szansę nawet na 4 miejsce. Cały czas klasą
dla siebie
był Fin Linberg, który wygrał ze wszystkimi. Przerwa spowodowana
wiatrem
zagroziła planom przeprowadzenia całego cyklu, na niedzielę pozostały
jeszcze 4
rundy eliminacyjne.
Na
niedzielę zaplanowano więc dokończenie Round Robin i jeżeli czas
pozwoli
półfinały i finały, przy czym ustalono, że ostatni sygnał
przygotowawczy nie
może być później niż o 12.30. Jak się później okaże miało to brzemienne
skutki.
My pomimo
3-krotnej szansy nie daliśmy rady i z dorobkiem 0 pkt. Zamknęliśmy
stawkę.
Tomek Filsiak ostatecznie uplasował się na 6 miejscu (6 pkt.)
wygrywając z
rozstawionym Niemcem Kemlingiem, a tuż za najlepszą polską załogą
Przemka
Tarnackiego. Brawo!!
Tuż po
zakończeniu rundy wstępnej, miała miejsce dogrywka i powtórka meczu
Radka Żurka
i Dunstana. Powtórka w dosłownym znaczeniu, prowadził Australijczyk ale
na
pełnym popełnił błąd, przy stawianiu wyrzucił genakera pod łódkę. Nasi
to
wykorzystali i ruszyli na drugie kółko.
Tymczasem okazało się, że na statku wisiało skrócenie trasy, „kangur”
pozbierał
się i przeciął linię mety. My uznaliśmy, że moralnym zwycięzcą jest
jednak
Radek.
Tymczasem
zrobiła się godzina 12.30 i gdy komisja chciała rozegrać finał pomiędzy
Lindbergiem, który nawiasem mówiąc w niedzielę wreszcie przegrał swój
pierwszy
mecz z Rosjaninem Neugodnikowem, a zajmującym 2 pozycję Niemcem
Stefanem
Meisterem, Fin nie zgodził się na to powołując się na regulamin i
wcześniejszą
decyzję Jury ograniczającą czas.
Miał do
tego pełne prawo i pewnie sam bym też tak postąpił, w końcu to ich
zawód i
ścigają się nie tylko po satysfakcję. I w ten sposób więc załoga fińska
wygrała
piękną wycieczkę na Seszele, a my zdobyliśmy naukę jak pływa się w
Match
Racingu.
Dodam, że
impreza była naprawdę udana, co podkreślali wszyscy. Piękna pogoda,
fantastyczna sceneria tuż koło molo, bogaty program wieczorny w klubie
Copacabana, miła atmosfera, a co najważniejsze niezbyt duże straty w
naszym
sprzęcie, było po prostu SUPER!!!
DZIĘKUJEMY
PRZEMKOWI TARNACKIEMU ZA ZAPROSZENIE I MOŻLIWOŚĆ UDZIAŁU
Staś Iwiński (Rexton)