Stowarzyszenie Klasy Skippi 650 KALENDARZ IMPREZ 2003AktualnościSkippi 650GaleriaKontakt

Powrót

Regaty "O Puchar Ministra Obrony Narodowej"
Węgorzewo 13.05 - 14.05  2006 r.


Wyniki


Bombardowanie w Węgorzewie

 

Wreszcie i nam udało się skompletować łódkę i ruszyliśmy do Węgorzewa. Tak jak ustaliliśmy na Walnym Zebraniu impreza w Węgorzewie powinna być obowiązkowa dla wszystkich członków stowarzyszenia naszej klasy. Tym bardziej, że poza kosztami transportu nic nas nie obciążało. Bardzo to miły i pomocny gest ze strony wojska.

Ruszyliśmy więc późnym popołudniem i już o godzinie 22 byliśmy w Węgorzewie. „Miejscówka” bardzo piękna, kto zna ten region Mazur wie o tym znakomicie. Przywitał nas dyżurny żołnierz wręczając klucze od domku i souveniry. Widać było od początku, że wszystko jest zorganizowane po „wojskowemu”. No i bardzo dobrze, przynajmniej jest porządek. Późna pora nie przeszkodziła wzajemnemu poznawaniu się i załogami startującymi w regatach żołnierskich. Skippich zameldowało się 10, niech żałują ci co nie przybyli.

Sobotni poranek, uroczyste otwarcie, śniadanko, pobieramy suchy prowiant – świetna myśl, biorąc pod uwagę, że planowane były 4 wyścigi. Pogoda wyśmienita, prognozy nienajgorsze i tylko jedna z nich straszyła niespodziankami. Ale o tym potem. Na slipie uwijał się Adaś Sałata, dzięki któremu sprawnie zrzuciliśmy wszystkie łódki. Bez Adasia i jego terenówki chyba byłoby to nie możliwe. Słoneczko świecące wysoko nastrajało bardzo wakacyjnie, stąd z pewnym zdziwieniem przyjęliśmy decyzję KR o konieczności pływania w kapokach. Jak się później okazało była to bardzo słuszna decyzja.

Ruszyliśmy do pierwszego wyścigu dosyć zwartą grupą i tak było właściwie do końca regat. Różnice między poszczególnymi jachtami na mecie naprawdę nie były duże, a walka zażarta na całej trasie. Wystarczy popatrzeć na poszczególne wyniki. Dla nas pierwszy wyścig skończył się na drugim pełnym, gdy nowiutkie kółko stalowe w roku fałowym genakera pękło jak zapałka, a żagiel spadł do wody. Co tam, pierwsze koty za płoty, będzie jeszcze 6 wyścigów i wszystko da się odrobić. Wyścig wygrała Marynarka Wojenna przed Toyotą Żerań i Wojskami Lądowymi, ale jak już wspomniałem różnice były minimalne. Marynarka wygrywa również drugi sobotni wyścig, troszkę „dołuje” Toyota, my na Saabie drudzy i tuż za nami Żandarmeria Wojskowa. Jedno było pewne na wodzie, gdzie się człowiek obrócił tam było wojsko. Przynajmniej czuliśmy się bezpiecznie. Przed 3 wyścigiem wiatr zaczyna kręcić i KR musi przestawiać boje. Wreszcie ruszamy. Tym razem wygrywa Toyota przed Marynarką i Wojskami Lotniczymi. Gdy zaczynamy się ustawiać do startu czwartego coraz częściej przychodzą mocniejsze szkwaliki, a na horyzoncie przemieszczają się czarne chmury. Pierwsze kółko przy dobrej „trójce”, mkniemy więc bardzo szybko. Wchodzimy na górną boję na ostatni pełny na drugiej-trzeciej pozycji i jedziemy w prawo. Pozostali robią rufę i płyną w lewo. Nasz Skippi robi się coraz bardziej żywy i zaczyna się piękna jazda w ślizgu. Ponieważ trzeba wreszcie robić rufę, spoglądam do tyłu. I w tym momencie truchleję, kątem oka widzę, że dzieje się coś niedobrego. Woda zrobiła się stalowo-biała, na jednej z łódek odfruwa maszt jakby był z papieru. Z pozostałych jachtów widać tylko kolorowe dna. Decyzja błyskawiczna, żadna rufa tylko genaker w dół i jak dryfkotwa trzyma mas w bezpiecznej pozycji. Podpływają do nas koledzy na Fortunach - szczęśliwcy mają duży balast i silniki – ale dopiero po sklarowaniu żagli pozwalamy im podpłynąć i podajemy hol. Fala w ciągu kilku minut robi się ponad metrowa, więc ich maleńki Tohatsu nie radzi sobie z dwoma łódkami. Podpływa RIB ratowników i po chwili jesteśmy w porcie. Nam się udało i nie ponieśliśmy strat. Ale inni mieli mniej szczęścia: Wojska Lądowe złamały maszt, Marynarce Wojennej w czasie akcji niesienia pomocy motorówka zrobiła dziurę w dnie, podarło się trochę żagli. Poprzewracane łódki ściągaliśmy do wieczora, gdyż co chwila przychodziły nowe kopy i trzeba było przerywać akcję ratunkową. Warto tutaj jednak podkreślić zaangażowanie wszystkich załóg, dzielnie pomagających tym co byli w potrzebie. Szkoda, zabrakło 20 minut i zdążylibyśmy zakończyć wyścig i wrócić do portu.








Poranek niedzielny to głównie prace bosmańskie. Wojtkowi Myśliwcowi udaje się załatać dziurę, Wojska Lądowe prostują maszt Żandarmerii i o w okrojonej obsadzie 7 załóg ruszamy na wodę. Warunki znowu spokojne i wieje lekka dwójka. Niestety na starcie to my jesteśmy czarnym charakterem i w „zaćmieniu umysłu” wjeżdżamy w pół burty Wojskom Lądowym. Kręcimy kółka ale wstyd pozostał – przepraszam Was koledzy! Nigdy więcej tego nie zrobię. Marynarka Wojenna stara się dorównać Toyocie ale widać, że po wczorajszej wywrotce nie udało się wylać wszystkiej wody. Wygrywa Toyota przed Marynarka Wojenną i naszym rodzynkiem w tym męskim towarzystwie – Edytą Pietryką na Mansardzie. Już jest wszystko jasna: pierwsze dwa miejsca dla Toyoty i Marynarki w sposób zdecydowany, o trzecie medalowe walczyło jeszcze 5 załóg. Ostatni wyścig i tym samym całe regaty wygrywa Toyota. Marynarka nie widząc szans rozpędzenia swojego zanurzonego jachtu wycofała się zaraz na początku. Z walki o trzecie miejsce zwycięsko wychodzą Wojska Lądowe. Nam pozostaje niedosyt, ale tak zawsze jest, gdy wiemy, że jeden punkt mógł wszystko zmienić. Cóż, ale tak może powiedzieć każdy z nas, których dzielił tej jeden punkcik.

Wyciąganie jachtów przebiegało równie sprawnie jak zrzucanie i znowu tylko dzięki Adasiowi. Powiem szczerze, że dawno nie widziałem regat, w których tak wspaniale względem siebie zachowywali się zawodnicy. To także wpłynęło na super atmosferę.

Na koniec uroczyste zakończenie i puchary dla sześciu załóg. No i trzeba było wracać.

Myślę, że nie będę odosobniony w swojej opinii, gdy powiem, że warto było pojechać do Węgorzewa. Już choćby dla samej atmosfery, miłej i sympatycznej, a gdy dodamy do tego fakt mocnego sponsorowania przez Wojsko Polskie, NIECH ŻAŁUJĄ CI CO NIE PRZYJECHALI!

Na koniec należałoby podziękować temu, dzięki któremu to wszystko mogło się odbyć.

Dzięki Ci Michale za Twoje zaangażowanie i pomoc dla całej klasy. Naprawdę wiara człowiekowi wraca.

 /Naoczny świadek /



Copyright 2002 SKS 650 Strona główna | Kalendarz imprez | Aktualności | Skippi 650
Przepisy klasowe | Statut| Załogi | Galeria| Kontakt