Powrót
Puchar Prezesa PZŻ
Mikołajki 05-06.08 2006 r.
Wyniki
Inaczej niż zwykle
Akwen w
Mikołajkach nie jest najlepszym do pływania, ale ma jedną wielką zaletę: kibice
mogą oglądać nasze popisy z bliska, rzecz bezcenna dla sponsorów. Dodatkowym
argumentem była zawsze murowana pogoda. W tym roku prawie wszystko było
inaczej. Do Mikołajek zjechało 11 załóg, choć kilka z nich eksperymentowało i
zaskakiwało. Na Żandarmerii pojawił się Paweł Oskroba ze swoim teamem. Wojtek
Myśliwiec tym razem w mieszanej męsko-kobiecym zestawie. Naszego Saab zaś
wzmocnił Irek, na co dzień w załodze Marynarki Wojennej, przebywał na urlopie
na Mazurach i został przez nas wezwany na pomocy z powodu braku Jawora. Było
więc już na początku bardzo ciekawie.
Jeszcze w
sobotę zanosiło się na normalne słabo wiatrowe warunki z nieodłącznymi „cudami”.
Ruszyliśmy jako ostatni, 5 minut po Delphiach. Większość zgodnie z obowiązującą
zasadą wybierania raczej brzegu północno-wschodniego (czyli tego od Mikołajek).
Jeszcze na pierwszej halsówce wszystko się zgadzało. Potem było już wszystko
inaczej. Najlepiej wyczuł zmiany Wojtek
Myśliwiec, który wyciął pod ten podobno niekorzystny brzeg i objechał wszystkich
z kretesem. W dodatku dogonił większość Delphi. Zosia Truchanowicz sędziująca
regaty, nie zdecydowała się puścić więcej w sobotę. I bardzo dobrze bo wiatru
nie było wcale lub jeszcze mniej.
Drugi
dzień powitał nas ponuro, a prognozy zapowiadały katastrofę pogodową. Sędzia
Główny postanowiła tym razem wysłać nas na rozlewisko Jeziora Mikołajskiego,
pod samą Wierzbę. Nikt nie protestował bo kibiców i tak nie było, nagłośnienia
na brzegu również, więc nie było o co kruszyć kopii. Decyzja ze wszech miar w
tej sytuacji słuszna tym bardziej, że były ambitne plany nadgonienia zaległości
- ozegranie 3 wyścigów. Warto tutaj pochwalić sędziego za doskonale ustawianą linię
startu, naprawdę rzadko mamy do czynienia z tak wydawałoby się prostym elementem
regat.
W drugim
dniu obudził się Paweł Oskroba, był bez konkurencyjny tym bardziej, że powiało
trochę więcej i Wojtek Myśliwiec z dziewczynami miał już bardziej
„pod górkę”. Walkę o drugie miejsce obronił jednak przed nami i bardzo dobrze
pływającą załogą Spraya. Niestety chłopaki mieli awarię genakera i w tych
warunkach praktycznie nie mieli szans, choć w jednym wyścigu udało im się
obronić i nie daliśmy rady ich przejechać. Nieszczęściem niedzielnych wyścigów
była ulewa i burza z piorunami. Jeśli o mnie chodzi to nie znoszę, gdy leje mi
się woda z dołu i z góry. Brr!
Ale w
sumie było bardzo sympatycznie i jak na „upadającą
klasę” zupełnie licznie (najliczniej ze wszystkich klas).
Stanisław IWIŃSKI
|