Powrót
Puchar Prezesa
PZŻ 2005
Mikołajki 06-07 08 2005r.
Wyniki
MIKOŁAJKI, PUCHAR PREZESA PZŻ – CUDA(CZNIE) NA WODZIE
Powróciliśmy na słodkie wody
śródlądzia. Tym razem odwiedziliśmy urokliwe Mikołajki, którym moim
zdaniem
brakuje tylko jednej rzeczy – normalnego akwenu, gdzie można by robić
regaty
flotowe. Jezioro jest dobre na match race, a dla obserwatora najlepszy
jest
taras hotelu „Na skarpie”. Ciekawy to hotel, w którym to goście
hotelowi noszą
sobie tapczany na III piętro wąską klatka schodową, gdyż pani w
recepcji jest
bardzo praktyczna „Panowie, tam na górze jest ładna dwójka, jak
wstawimy
(wstawicie – przyp. I.K.) tapczanik, to i w czterech się wyśpicie” J. Ale miało
być o regatach.
W klasie istnieje jakaś regularność
w temacie frekwencja. Już trzecia impreza na której startuje trzynaście
załóg
(trzykrotnie było dwanaście). Stali bywalcy nie zawiedli. W przystani,
czyli u
Królika trochę ciasno, ale poszło bez większych problemów.
W
sobotę przeprowadzono trzy wyścigi przy zmiennym wietrze co do kierunku
i siły.
Startowaliśmy jako trzecia grupa łącznie z klasą Open, gdzie startowała
1
załoga (słownie: jeden) – fajnie jest się ścigać z samym sobą. Pierwsza
gonka,
ruszamy z boji, po prawej jedzie Z. Kania i A. Czapski. Przy samej boji
startuje na lewym A. Wegner i on obejmuje prowadzenie. Wjeżdżamy w
tłum, slalom
trochę środkiem by potem pójść w prawo po zmianach. Na górny znak
wchodzimy
pierwsi, za nami www.Makowski.pl,
dalej
jedzie Frans Maas, T1 GSM, Toyota Żerań i BP Vanellus oraz Wojska
Lądowe. Na
pełnym Z. Kania nas zjeżdża, bronimy się przed Frans Maasem, który na
początku
drugiej halsówki poszedł w lewo i na chwile zaparkował. Na drugim
pełnym trochę
odrobiliśmy straty do Z. Kani, ale nie na tyle aby zagrozić
„profesorowi”,
który wygrywa ten wyścig. Na drugim pełnym Frans Maas poszedł w prawo
pod
brzeg, kłopoty z genakerem wykorzystały załogi Toyoty Żerań i Wojsk
Lądowych.
Jadący środkiem A. Wegner jako trzeci pędził na dolną boję i tak samo
wszedł na
metę. Jako czwarty metę przeciął P. Oskroba przed Czapą, Radkiem na T1
GSM,
Arturem Ceranem na BP, Z. Michalskim na „Truskawie” , M. Bułkinem na
Siłach
Powietrznych, P. Słowikiem na Winiarach, S. Iwińskim na Saabie, P.
Świacem na
Garnizonie Warszawaoraz W. Sałatą na Legionowie-Wars.
Drugi wyścig to dla nas dramat startowy.
Ponownie wybieramy boję, niestety ciasno, co się ruszymy to ustępujemy
drogi.
Dziubiemy konsekwentnie w górę. Idealny start jak zwykle Kania, bardzo
dobrze
Frans Maas i to oni stanowią czołówkę tego wyścigu. Ponownie wygrywa Z.
Kania,
zostawiając za rufą Czapę. Na drugim pełnym idącej „Truskawie” wydała
lewa i z
nami walczyła o trzeci plac. Wygraliśmy z żandarmami ten pojedynek i z
dołka
wygrzebaliśmy się na trzecie miejsce. Za Żandarmerią Wojskową na metę
wjechała
Toyota Żerań oraz Siły Powietrzne. Pierwszego doła łapie A. Wegner
zajmując
jedenaste miejsce.
Kolejny
wyścig to jeszcze większy dramat
startowy, źle skalkulowany czas i wyjeżdżamy poza boję. Defilada jak
się
patrzy, znowu odrabiamy straty, ale na pierwszej halsówce niewiele
odrobiliśmy,
na drugiej udało nam się przejechać m. in. Wojska Lądowe, Winiary i T1
GSM.
Dobry start miał natomiast Frans Maas, który prowadził na pierwszym
górnym
znaku, ale potem już prowadził Z. Kania. Obaj mają sporą przewagę (jak
na tak
krótką trasę) i na drugim pełnym jadą prawą stroną, my środkiem, aby w
drugiej
części zjazdu na dół pójść w lewo, gdzie łapiemy więcej wiatru. Byłoby
nieźle
lecz i Kania z Czapą też dostają więcej, wchodzą na dolny znak przed
nami.
Zaraz po boji idziemy w lewo, oni w prawo, ciągniemy na metę na lewym,
podkładamy się i niestety zabrakło ok. 3 - 4 metrów.
Naprawdę
nieźle nam poszło jak na taką stratę ze startu. Pierwsza trójka jak w
drugim wyścigu. Kolejne miejsca to Winiary, T1 GSM, Toyota Żerań, Saab,
Siły Powietrzne,
Żandarmeria Wojskowa. Drugi dół zalicza A. Wegner, który tym samym
pogrzebał
szansę (jak później się okazało) nawet na pudło.
Po
pierwszym dniu bezapelacyjnie prowadzi Z. Kania, my na drugim z jednym
punktem
przewagi nad Frans Maasem. Bardzo ciasno było między piątym a
jedenastym
miejscem, różnica wynosiła 5 pkt. Na niedzielę planowane były dwa
wyścigi.
Wieczorkiem
piwunio, szanty, tańce na …parkiecie i deszcz, który łagodnie
potraktował
Mikołajki, w odróżnieniu od Trójmiasta. Na koniec dnia meczyk w
piłkarzyki,
tenisa stołowego i grzecznie do koja.
Kolejny
dzień to słoneczna pogoda, niestety to tylko było piękne. Wiatr, a
właściwie
jego brak a później zmienne kierunki, opóźniały start. Niestety akwen
jest
wąski i jak nie powieje wzdłuż, to są takie cuda(ctwa) jak w niedzielne
wyścigi. Tramwajna gonka, żużel, jak kto woli, ale tak wyglądały
wyścigi tego
dnia. Półwiatrem na górę i tak samo na dół. Start prawie między
pomostami,
jedziemy na pełnym gazie, Wojska Lądowe wpadają na www.Makowski.pl
, ogólny kocioł. Prowadzimy od
początku do końca, naciskani trochę przez R. Żurka za sterem T1 GSM,
dalej
Toyota Żerań. Przed startem do tego wyścigu padały pytania do komisji,
która
boja jest znakiem górnym a która dolnym? Takie cudactwa. Z. Kania
wydobył się z
doła na czwarty plac czym zapewnił sobie zwycięstwo w tych regatach, my
wygrywamy ten wyścig i zajmujemy drugie miejsce w tej imprezie.
Zasadniczo nie
musimy stratować w ostatnim wyścigu, ale decyzja – płyniemy. Kania
odpuszcza i
jedzie się pakować. Komisja przestawia trasę i puszcza wyścig.
Rozluźnieni
popełniamy błąd za błędem. Na początek wraz z Frans Maasem wjeżdżamy na
falstart, potem walimy rufą w burtę Toyoty Żerań – Paweł Oskroba wali
„bolszewka’. Wracamy na start, kręcimy kółka i w górę. Wyścig prowadzą
Wojska
Lądowe. To co dzieje się na trasie to kabaret. Nas górnym znaku tratwa,
my i
turyści patrzymy na siebie z politowaniem i bezradnością. Kto ma więcej
szczęścia ten jedzie, my go niestety nie mamy. W końcu ruszamy na dolny
znak
(bez genakerów), na dole spotykamy Kalego na dużym okręcie, chcemy go
przejechać
po zewnętrznej i …. stoimy jak pomnik. W tym czasie po wewnętrznej nasi
wchodzą
bez problemu. Uśmiechamy się do siebie i jedziemy na slip. Jesteśmy
pierwsi !!!
na slipie J. Ostatni
wyścig wygrywa
A. Wegner na Wojskach Lądowych, drugi jest A. Ceran na BP Vanellus,
trzeci R.
Żurek na T1 GSM.
Kolejne
zwycięstwo w regatach odnosi Z. Kania z załogą, my Marynarka Wojenna na
drugim,
o trzecie miejsce walczyli A. Czapski i R. Żurek, ale remis
korzystniejszy dla
Czapy. Piąte miejsce przypadło P. Oskrobie, szóste A. Wegnerowi.
Kolejne
miejsca zajęli Artur Ceran, Zbigniew Michalski, Stasiu Iwiński, Michał
Bułkin,
Piotr Słowik, Przemek Świąc oraz Waldek Sałata.
Mimo, że przeprowadzono wszystkie
wyścigi, to czuje się pewien niedosyt. Warunki pogodowe mocno
przyczyniły się
do dziwnych sytuacji na wodzie.
Zakończenie
w miłej atmosferze. Niech żałują ci, którzy nie chodzą na uroczystości
rozdania
nagród – przepadają im fajne nagrody.
Do końca III edycji Grand Prix klasy
pozostały jeszcze trzy punktowane imprezy. W najbliższy weekend
planowane
regaty w Gdańsku lub jak ktoś woli to w Powidzu, kto gdzie pojedzie?
Zobaczymy,
my wybieramy Powidz z wielu powodów. Jeden Wam zdradzę. Jest to okazja
do
spędzenia miło czasu w spokoju i w sympatycznym gronie z dala od
miasta, byle
pogoda dopisała. W momencie jak to piszę za oknem zaczyna szaleć wiatr,
a
mieszkam w jednym z najwyższych miejsc w Gdyni i to na 4 piętrze.
Patrzę na
zatokę z okna i mam nadzieję, że w Powidzu będzie spokojniej, czego Wam
i sobie
życzę.
Pomyślnych
wiatrów!
Irek
Kamiński
Military Sailing
Team
|