Powrót
Regaty na powitanie wakacji o Puchar Starosty
Słupeckiego
25-26 06 2005r. Powidz
Wyniki
REKORD
FREKWENCJI
W końcu
opuściliśmy Zalew Zegrzyński i spotkaliśmy się nad Jeziorem Powidzkim w
rekordowej frekwencji 13 załóg (i ta 13-tka nie była wcale pechowa). Pojawiły
się załogi, które ostatnio mało pływały z nami (Cyan Jerry, Sirocco, Wartabud) ale
i też nie pojawili się stali bywalcy.
My w
Powidzu byliśmy już od poniedziałku, gdyż mieliśmy Mistrzostwa Wojska Polskiego
i Rodzajów Sił Zbrojnych w Żeglarstwie na Omegach. Zwyciężyła załoga A. Wegnera
(Wojska Lądowe), drudzy my czyli Marynarka Wojenna, natomiast trzecia załoga Z.
Michalskiego. Jak już wcześniej można było zauważyć pojawili się oni
(Żandarmeria Wojskowa) na regatach o Puchar MPRD. W piątek po zakończeniu regat
poszliśmy na trening, lecz mało wiało i szybko wróciliśmy.
Prognozy
pogody nie były zbyt optymistyczne, lecz na całe szczęście pogoda dopisała. W
sobotę odbyły się wszystkie cztery zaplanowane wyścigi. Trasa to jeden długi
śledź. Nasza klasa startowała samodzielnie jako czwarta grupa, linia startu
długa, duże znaki i brak mielizn.
Pierwszy
start na czystej pozycji, jedziemy z przodu szukając wiaterku. Od startu
prowadzi Z. Kania, który nie oddaje go do mety. Winiary idą w lewo i to im
wydaje. Od górnego znaku to właśnie z nimi walczymy o drugie miejsce. Na dole
wchodzimy razem, lecz nam udaje się wejść nad nich. Mogliśmy sobie powalczyć,
gdyż mieliśmy sporą przewagę nad pozostałymi. Po kilku zwrotach udało się nam
odeprzeć ataki i dojechać na drugim placu. Za nami Winiary i Frans Maas, który
początkowo nie mógł się wygrzebać po starcie i mozolnie gonił czołówkę.
Następnie wjeżdżają Wojska Lądowe i Saab. Nasze dwie pozostałe załogi czyli
Siły Powietrzne i Żandarmeria Wojskowa kolejno na 7 i 9.
Kolejne
wyścigi to dramaty na starcie. Wartabud spada na nas i stoimy jak spławiki i
oczywiście odbieramy defiladę. Ponownie www.makowski.pl
(dobra nazwa, zawsze korci aby wejść na tę stronkę, próbowaliście?) ma odjazd,
Frans Maas tym razem ma dobry start i jedzie z przodu. Powoli odrabiamy straty,
lecz jest ciężko, bo daleko do czuba. Ponownie P. Słowik wyciął bronę w lewo i
znowu mu wydało. Tym razem wyścig wygrywa A. Czapski przed Z. Kanią, P.
Słowikiem i nami. Kolejne miejsca to Z. Michalski na Żandarmerii Wojskowej i S.
Blaszka.
Czwarty
wyścig to jeszcze większy dramat. Ponownie Wartabud na spada na nas, bomem jadą
po wantach, tym razem stoimy jak pomniki. Za nami stoi również M. Bułkin na
Siłach Powietrznych. Mamy doła, ale staramy się odrobić straty i dziubiemy w
górę. Przed nami prawie wszyscy. Zazdrosnym okiem patrzymy na chłopaków z
Winiary, którzy po raz trzeci jadą w lewo i wydaje im niesamowicie. Znowu
prowadzi Z. Kania i Czapa. Cały czas kogoś dochodzimy. Z dolnego znaku gonimy
Wojska Lądowe, ale czujny Andrzej nie stracił czujności. Kończymy na piątym.
Pierwszy Z. Kania, drugi A. Czapski, trzeci P. Słowik. Za nami na metę
wjeżdżają Siły Powietrzne, Legionowo–Wars i Żandarmeria Wojskowa. Odczuwamy
trochę zmęczenie, bierzemy chłodną kąpiel w krystalicznie czystej wodzie.
Wieczorne Polaków rozmowy, długie regaty wymagają kondycji… J
Do
czwartego wyścigu ruszamy skupieni, dobry start i wyjeżdżamy spod Frans Maas. Co
niektórzy byli na falstarcie, ale komisja nie widziała… Lewa tym razem nie wydała
Winiarom, P. Słowik odpuścił ten wyścig i szybciej wrócił do przystani. Nam
udało się uzyskać spora przewagę nad Czapą, ale do Z. Kani też było daleko.
Kania Sailig Team wygrywa ostatni wyścig tego dnia, Marynarka Wojenna druga za
nami Frans Maas. Kolejne miejsca zajęły Siły Powietrzne, Żandarmerii Wojskowej,
Flipper, Wojska Lądowe, Cyan Jerry, Saab, Sirocco, Legionowo-Wars i Wartabud.
Na
halsówkach bardzo dobrze pływał A. Wegner, który na górny znak wchodził w
czołówce, lecz niestety na pełnym tracił. Coraz lepiej pływa nasza „Truskawa”
czyli Żandarmeria Wojskowa. Tym razem słabiej idzie Siłom Powietrznym, chyba
wolą silniejsze wiatry.
Po
pierwszym dniu zdecydowanie prowadzi Z. Kania z 5 punktami, drugi A. Czapski z
10 pkt. dalej W. Myśliwiec z 13 pkt., ale będzie odrzutka i wyjaśni się
wszystko w niedzielę.
Pod
wieczór spotkaliśmy się przy ognisku (bez ognia) aby porozmawiać o problemach
nurtujących nasze stowarzyszenie. Priorytet to stworzenie dobrych przepisów,
które będą jednoznacznie określać co można a co nie na naszych okrętach.
Powołana została komisja techniczna, która ma opracować projekt przepisów klasy
Skippi 650. W jej skład weszli Z. Kania, P. Adamowicz i M. Szost. Miejmy
nadzieję, że się dogadają.
Wieczorkiem
można było pobawić się przy muzyce na żywo, było piwo, grochówka wojskowa,
grill oraz niestety ciągle trąbiący (bo to nie była gra) Kapitan Miś... Miła
atmosferę, dobrą zabawę zawsze znajdowaliśmy w tym miejscu, dlatego wydaje się
ciekawa propozycja abyśmy zjechali się tu na regaty o Puchar Dowódcy 33 Bazy Lotniczej
w zamian za regaty w Gdańsku. Propozycja wielce kusząca, z własnego
doświadczenia mogę powiedzieć, że zawsze było super.
Na
niedzielę zaplanowano jeden wyścig, ale za to długi po całym jeziorze. Wiatr
odkręcił o 180 stopni, dość zmienny w sile, ale ponad 2 było. Start mieliśmy
czysty, jedziemy po zmianach. Najlepszą wyłapał Z. Michalski na Żandarmerii
Wojskowej i na górny znak wchodzi zaraz za rufa Z. Kani. Ale przed Marynarką
Wojenną, zaraz potem Wojska Lądowe. Kolejny znak ustawiono pod Powidzem.
Jedziemy w trójkę równo, za nami Frans Maas i Wojska Lądowe, Winiary, Siły
Powietrzne trochę dalej. Zjazd na dolną boję, jedziemy lewą stroną, Z. Kania
zwiększa przewagę, przeganiamy Żandarmerię Wojskową. Pilnujemy konkurencję z
tyłu, która momentami się zbliża, ale udaje nam się zachować w miarę bezpieczną
odległość. Na dolnej boji wiatr słabnie, lecz po chwili dostajemy więcej wiatru
i szybko odjeżdżamy. Za nami jedzie Żandarmeria Wojskowa i Frans Maas. Lecimy
po zmianach prawa stroną. Winiary szuka szukają szczęścia po lewej, ale tam nie
wydaje. Prawie w połowie halsówki Czapa
łyka Żandarmerię Wojskową i wychodzi na trzecie miejsce. My powoli niwelujemy
stratę do Z. Kani, ale „profesor” jest czujny i wygrywa ten wyścig i całe
regaty. My kończymy ten wyścig na drugim miejscu, za nami Frans Maas, dalej
Żandarmeria Wojskowa, Wojska Lądowe, Winiary i Flipper. W czasie tej długiej
halsówki Wojska Lądowe odrobiły straty z genakerowego i zajęcie w tym wyścigu
piątego miejsca pozwoliło im ulokować się za Winiarami. Drugie miejsce w
regatach zajął A. Czapski z załogą, Wojtek Myśliwiec trzecie, a Piotr Słowik
czwarte.
Regaty
udane, cieszy frekwencja, rozegranie wszystkich zaplanowanych wyścigów i to że
pogoda nie spłatała figla. Załoga Z. Kani w nagrodę otrzymała dwa duże fotele,
padła propozycja aby zamontowali po jednym na burtę dla Zbyszka, należy mu się
wygoda, prawda?
Spotkamy
się za dwa tygodnie w Giżycku na „Botshow Cup”. Trochę odpoczynku nam się
przyda, choć nie wszystkim będzie to dane – Czerwiec już we wtorek rusza na
kolejne regaty (znowu do Brestu). Przed nami wakacje, urlopy i miejmy nadzieję,
że frekwencja na regatach jeszcze bardziej wzrośnie.
Pomyślnych
wiatrów.
Irek
Kamiński, Military
Saling Team
Powitanie
Lata w Powidzu
Miałem
rację pisząc w poprzednie relacji, że w tym roku wszystko jest na opak. W
ubiegłym sezonie kuło w Powidzu, że hej. Tym razem już same prognozy mówiły o
czymś wręcz przeciwnym. Zapowiadane były upały i słabe wiatry. No i sprawdziły
się co do joty. Na szczęście wiatru było na tyle dużo – wiało tak ok. 2 st. B - , że nie odczuwaliśmy
zupełnie skwaru słonecznego. Parę osób przekonało się jednak, że nie można
igrać ze słońcem. Rozochoceni chłodzącą bryzą, wystawili swoje urocze wdzięki
(tutaj mówię jedynie o Pannie Zuzi z załogi Legionowo) na działanie promieni
słonecznych. Efekt był łatwy do przewidzenia, a zsiadłego mleka nie było w
pobliżu.
No ale
miało być o regatach. Myślę jednak, że warto podkreślić przemiłą atmosferę i
gościnne powitanie – jak zawsze w Powidzu. Komisja była dla naszej klasy słodka
jak miód i spełniała każde nasze życzenie. Chcieliśmy startować oddzielnie –
proszę bardzo, tylko po śledziu – proszę bardzo. No i było miło i przyjemnie.
Nikt się nie protestował i nikt na nikogo nie krzyczał, po prostu Wersal.
W sobotę,
pierwszego dnia Sędzia zapowiedział skrócona trasę już na brzegu, co wcale nie
miało wielkiego znaczenia, bo jej długość w zupełności wystarczyła. W tej
sytuacji udało się rozegrać aż 4 wyścigi, a z powodzeniem dałoby się odbyć
pewnie jeszcze ze dwa. Nie wiem tylko czy mielibyśmy potem siłę na cokolwiek
innego. A na brzegu czekały atrakcje przygotowane przez organizatorów (muzyka,
grill, kolejka wąskotorowa itp.) Wiatr, jak już wcześniej wspomniałem leciutki,
jeno kręcący w sposób bardzo nie przewidywalny. Przekonał się o tym już w
pierwszym wyścigu Czapa, kiedy po ciężkiej walce udało mu się dojechać do mety
dopiero na 4 miejscu. Już od samego początku widać było, że są to warunki, w
których ciężko będzie komuś powalczyć ze Zbyszkiem. Ze swoim „nosem do wiatru”,
czujnością i techniką, a wszystko to poparte coraz szybszą jazda nowej łódki,
był praktycznie nie do ugryzienia. Przegrał tylko jeden wyścig, drugi z kolei,
we wszystkich innych nie dając nam żadnych szans. Tak samo było i w niedzielę.
Tym razem mieliśmy wyścig długodystansowy, dookoła Jeziora Powidzkiego.
Wiaterek dalej lekki i strasznie kręcący. Było już trochę chłodniej, co
zmierzyliśmy po ilości wypitej wody w trakcie trwania zabawy. W sobotę wypite
zostały tony mineralnej, a w niedzielę prawie wszyscy dowieźli zapasy na brzeg.
A co do
historii regat, to daje się zauważyć stały postęp załóg wojskowych. Wojtek
Myśliwiec zepchnął z pudła Piotrusia Słowika, a tuż za nimi kolejne 3 jachty
sił zbrojnych, praktycznie w bratobójczej walce. Nam przyszło walczyć z
poznańską załogą Flipperów po dowództwem Sławka Blaszki dopiero o 8 lokatę.
Niestety przegraliśmy.
Niemniej
pomimo najsłabszego chyba wyniku w naszej karierze na Skippi wracaliśmy
naprawdę zadowoleni mile spędzonym czasem na Jeziorem Powidzkim. I niech żałuje
Leszek Ceran, że tam nie pojechał. To były jego warunki.
A teraz do
zobaczenia za 2 tygodnie, tym razem na Boatshow Cup w Giżycku. Rozpoczynamy
serię wyjazdów mazurskich z Mistrzostwami Polski jako najważniejszą imprezą
sezonu.
Stanisław Iwiński
|