Powrót
Otwarte Mistrzostwa Warszawy Jachtów
Kabinowych
04-05.09.2004r. Zalew Zegrzyński
"A
teraz najbardziej kłopotliwa klasa regat - Skippi 650".
Takim oto anonsem wywołał nas sędzia na
zakończenie "Otwartych Mistrzostw Warszawy - Toyota Żerań Cup".
Zakończenie opóźnione właśnie z powodu protestów naszych "ludzi
przeciwko ludziom" o mniej więcej godzinę.
Mało że ścigamy się na
wodzie - skoro komisja protestowa już jest (tym razem pod wodzą niezwykle
spokojnego i wyrozumiałego Krzysia Kowalskiego) to trzeba z jej wiedzy
czasem skorzystać a przy okazji doskonalić swoją znajomość procedur i przepisów.
Od samego początku wiele załóg imprezę potraktowało prestiżowo – za sterem
"Toyoty Marki" Paweł Oskroba, na "Era Siemens" taktyką zawiaduje
nie kto inny jak sam Tomasz Flisiak, swego czasu Mistrz
Polski olimpijskiej klasy 470, "geniusz wiatru", któremu - nota
bene - nasza klasa bardzo się spodobała i są realne szanse że w sezonie 2005
kolejny raz poziom rywalizacji nieco się podniesie.
Mistrzostwa Warszawy mają to do siebie, że wiatr na nich nie wieje albo wieje
słabo. Nikogo więc nie zdziwiło, że pierwszego dnia czeka nas egzamin ze znajomości układu
mielizn na zmianę z szukaniem szkwałów pod południowym brzegiem zalewu i trudne wybory
"z której strony tym razem".
Fantastycznym
wyczuciem w pierwszym wyścigu popisuje się Piotrek Słowik, nie dając szans innym już na
pierwszym kursie z
wiatrem. Doskonale spisuje się od początku także Stasio Iwiński. "Winiary
5 minut" (tym razem PRZED wszystkimi), później "Rexton" i "Era
Siemens" meldują się na mecie w niewielkich odstępach tworząc czołówkę tego trudnego
technicznie wyścigu. W drugim biegu - o
dziwo - wiatr nieco
tężeje, załogi balastują na halsówce przy coraz ciemniejszym niebie, Andrzej
Czapski pokazuje na co go stać i chociaż gonimy do samego końca, to na mecie
meldujemy się tuż za nim. "Winiary 5 minut" mimo dobrej jazdy
niestety odpadają gdzieś po drodze (awaria windy fałowej).
Kolejny wyścig rozgrywa się w zasadzie na
starcie - kto jedzie "pod szosę" ten wygrywa. I znowu duet Czapski -
Słowik rozdaje karty, dzieląc się miejscami na mecie.
Po
pierwszym dniu sytuacja ciekawa, szansę na pierwsze miejscezachowują trzy
załogi, o kolejne stopnie podium walczyć mogą jeszcze co najmniej trzy ekipy.
Po cichu liczymy na rozegranie jeszcze dwóch wyścigów, jednak z wiatrem jest
coraz słabiej...
W niedzielę zaczynamy
od wyrównanego startu, po którym każdy szuka własnej szansy - jedni pod
"gastronomię" (czyli wschodni brzeg) inni raczej w stronę mostu. Na górnej
boi wszyscy się zjeżdżamy, chociaż to "Rexton" jest niekwestionowanym
królem jazdy "spod Mazowsza". Kurs z wiatrem przypomina, że
konsekwencja w słabym wietrze popłaca – nam niestety nie wychodzi i podium
oddala się wielkimi krokami. Wszystko zmienia się po ostatniej górnej boi. Startujemy
z ósmej pozycji, więc wiele do stracenia już nam nie pozostaje.
"Oni mają taki schemat" komentuję jazdę pod "gastronomię",
całej czołówki naszej klasy na ostatnim genakerze - "Jak nic nie wieje, to
pod brzegiem z reguły wieje". "To im ten schemat przełamiemy, tamten
brzeg zaraz "skiśnie"..." - odpowiada zawsze spokojny
"Flisiu".
Pierwsze kilkaset
metrów przynosi zwątpienie. Wszyscy jadą - my na środku stoimy. Ale w końcu -
wiatr jak zaczarowany odkręca, właśnie tak jak wymyślił to sobie Tomek!
Jedziemy coraz szybciej, reszta stoi, "na boi tylko rufa i dalej na genakerze!"
- skąd on to wiedział 20 minut wcześniej??? Gloria Victis, w porównaniu do innych
łódek - fruniemy,
jeszcze jedna rufa "tak jak trzeba", chwila jazdy na metę i resztę rozgrywki obserwujemy już
jako zdobywcy drugiego miejsca w całych regatach (bo kolejnego wyścigu
już nie będzie.).
Jeszcze wspomniana na
wstępie dogrywka w porcie: Żurek vs. Kapler (pompowanie na genakerze), Słowik
vs. Sałata (miejsce na dolnej boi) - trochę dyskusji, nasz protest de facto nie
rozstrzygnięty, bo odrzucony z powodów formalnych, Piotrek swój "proces"
wygrywa i ostatecznie zajmuje trzecie miejsce w całych regatach.
Nieczęsto na tym Forum - i chyba rzadko w ogóle - chwali się sędziów. Jacek
Paluszkiewicz, sędzia główny regat, wykazał się na tych regatach fantastycznym wyczuciem i wbrew
wielu, z daleka żądających "odwołać" pozwolił, aby ostatni wyścig tych
trudnych regat rozegrał się do końca.
Chwała Ci Jacku za to,
że poczekałeś nie poddając się presji załóg.
Po raz pierwszy w
naszych regatach uczestniczył Janusz Kulesza (jacht "Wartabud") -
witamy i zapraszamy jak najczęściej.
To już
prawie koniec sezonu - pozostaje jeszcze Grande Finale czyli Finał PPJK w którym honoru klasy
Skippi bronić będą Leszek Ceran i Andrzej Czapski oraz wielkie emocje
w Sopocie, czyli Match Racing
Grade 2 z udziałem
naszych załóg i zaproszonych gości z Wielkiego Świata regat meczowych. Będzie się
działo...
Z pozdrowieniami,
Rafał Kapler "Era Siemens"
|