Powrót
Międzynarodowe Mistrzostwa Polski Jachtów Kabinowych o Puchar Wójta Gminy Giżycko
19-23.07.2006 r., j. Niegocin, Giżycko
Wyniki
Raz na brzegu raz na wodzie
Gdyby
wierzyć prognozom byłyby to najwspanialsze mistrzostwa od lat. Niestety
prognozy maja to do siebie, że są …tylko prognozami. A już szczególnie na
Mazurach sprawdzają się jedynie w niewielu procentach. Tym razem pogoda sprawdziła
się w 100%. Było gorąco jak w przysłowiowym piecu (ponad 30ºC) i nawet wiatr nas
nie studził. Tym bardziej, że zapowiadany przez różne stacje meteo, przybył do
nas jedynie w piątek i niedzielę.
Fajnie i
tak było, choć wiatru zabrakło w 2 z 4 dni regat.
Zaczęło
się nieszczególnie. Po kilku dniach silnego wiatru (przypomnijcie sobie
Boatshow), w czwartek, w pierwszym dniu regat mieliśmy gładką taflę jeziora
Niegocin i zajęcia w grupach. Były to bardzo ważne zajęcia, bo po raz pierwszy
udało się pomierzyć większość łódek i ich żagli. Chwała tu i podziękowanie dla
„Admirała” Piotra Adamowicza, który przeprowadził to w sposób sprawny i
skuteczny. Wreszcie mamy lepszy obraz naszej floty. Chwała też komisji
regatowej, że nie starała się na siłę wypchnąć nas na wodę, a komunikaty o
swoich zamiarach mogliśmy odczytywać na brzegu, bez potrzeby prażenia się w
upale.
Wieczorem
nastąpił kolejny etap zajęć w grupach, przy czym szczególnym wzięciem cieszył
się obóz naszych przyjaciół z nad Soliny. Jeden z kolegów „wojaków” do tego
stopnia upodobał sobie ich „miejscówkę”, że zakotwiczył u nich na cały czas
regat.
W piątek
Giżycko przywitało nas zdrową bryzą i oczywiście słoneczna pogodą. Wszyscy
„nagrzani” oczekiwanie rześko ruszyli na wodę. Pierwszy wyścig rozpoczął się
punktualnie o 10.00. My 20 minut potem razem z Delphiami 24. Walka od samego
początku bardzo zacięta, a różnice minimalne. Na pierwszej boi prowadzimy na
Saabie, ale cała pozostała stawka jest tuż za nami. Walczymy z Toyota Pawła
Oskroby. Meta tym razem przewidziana jest na zakończenie drugiego okrążenia na
kursie pełnym. Bardzo ciekawe rozwiązanie. Walczymy z Pawłem do samego końca ,
gdy nagle z „krzaków” wyskakują Siły Powietrzne pod Michałem Bułkinem i godzą
nas skutecznie. A przecież patrzyłem w te stronę i nikogo tam nie było. Widocznie lotnicy maja swoje sposoby,
może po prostu pofrunęłi?
Drugi
wyścig to popis „Altówki” na Winiarach. Piotruś Słowik startuje na czystym
wietrze, idzie we właściwą stronę i niezagrożony mija jako pierwszy linie mety.
Na dalszych miejscach znowu zażarta walka. Niestety dla nas na Saabie
zakończona niepowodzeniem. Walczymy znowu cały czas z Toyotą. Wychodzimy na
ostatni pełny, wsadzam głowę do kokpitu, chwila nieuwagi i nasz bukszpryt
ląduje w rufie Toyoty. Nie pozostaje nic innego jak kręcić kółka, co kosztuje
nas utratę 3 miejsc. Toyota druga, dalej Lotnictwo i Wojska Lądowe. Saab jest
piąty, ale wszyscy dziwią się co jest z Marynarką Wojenną? Wszak Wojtek
Myśliwiec uchodził za murowanego faworyta. 4 i 7 miejsce na razie dają mu słabą
pozycje wyjściową.
Rozpoczynamy
trzeci wyścig. Dla nas okaże się on tragiczny w skutkach. Zaraz po starcie
łapiemy pecynę zielska i ledwo docieramy do boi. Na pełnym pozbywamy się tego
balastu, okazuje się, że jest tylko na płetwie. Mozolnie odrabiamy straty na
halsówce i nagle coś łapie nas. Skippi staje w miejscu. Tym razem zielsko
siedzi na mieczu. Nie decyduje się na próbę zrzucenia go na wstecznym i
płyniemy dalej. Efekt łatwy do przewidzenia, mijają nas po kolei wszystkie
załogi.. A z przodu Toyota po walce z Winiarami wygrywa zdecydowanie i nagle to
te dwie załogi urastają do grona faworytów
mistrzostw. Budzi się Żandarmeria pod Zbyszkiem Michalskim, trzecia na
mecie. Dołuje tym razem Michał Bułkin, Wojtek Myśliwiec dalej nieszczególnie na
czwartym miejscu, a zanim Spray pod nowym sternikiem Łukaszem Dakszewiczem. Bardzo
ładnie na 6 miejscu przypływa Sirocco pod Lechem Przybylskim.
Po
krótkiej przerwie ruszamy do czwartego wyścigu. Wiatr cały czas wieje zupełnie
przyzwoicie i choć nie chłodzi to jednak przemieszczamy się z zupełnie dobrą
prędkością. Gdyby tylko nie to zielsko. Tym razem łapie to świństwo Toyota i
ledwo, ledwo dociera do mety na 6 miejscu. Jak się później okaże, było to
bardzo brzemienne w skutkach. Klasę w tym wyścigu pokazuje Zbyszek Michalski, a
jego czerwona „Żandarmeria” dumnie defiluje na mecie na pierwszej pozycji, tuż
za nim są Winiary, dalej Marynarka Wojenna mozolnie odrabiająca straty, Siły
powietrzne, Spray, Toyoat z zielskiem i nasz Saab również z tą „cholerą” na mieczu. Kończy się pierwszy dzień i choć w
zasadzie wszystko jeszcze możliwe – zaplanowano wszak 9 wyścigów – to na
głównych kandydatów do zwycięstwa można uznać Winiary (prowadzące po 4
wyścigach) oraz Toyotę. Za nimi dosyć wyrównana stawka mniej więcej 6 jachtów,
które miały jeszcze teoretyczne szanse. Maleją one jednak następnego dnia.
Zapowiadany wiatr umiarkowany w ogóle nie przychodzi, a jezioro przypomina
taflę szkła. Czekamy cały dzień, ale nie udaje się nic przeprowadzić. Wieczorem
wieczór zabawowy, zaaranżowany przez organizatorów regat.
Niedzielny
poranek to nerwowa myślówka dla prowadzących – jak się obronić, oraz dla
goniących – jak tu zaatakować, żeby wygrać. Jak się później okaże lepiej
przemyśleli sprawę ci drudzy. Mamy do rozegrania jedynie dwa wyścigi. Różnice
choć niewielkie to jednak trudne do odrobienia. Klasą błyska, rozbudzony Wojtek
Myśliwiec dowodzący Marynarką Wojenną. Wygrywa obydwa biegi i czeka co
przyniesie mu los. Po pierwszym wyścigu minę ma jeszcze markotną. Na drugim miejscu
przypływa Paweł Oskroba i jego Toyota. Wydaje się, że ma mistrzostwo w
kieszeni. Słabiej jest z Winiarami pod Piotrusiem Słowikiem, jest co prawda
czwart, ale przed nim dopływa czujny Michał Bułkin. Już wiadomo, że to między
nimi rozegra się walka o tytuł. Żandarmeria dołuje, nasz Saab też już nie ma
szans, a pozostali maja już za duże straty.
Ruszamy do
ostatecznej batalii. Na starcie zamieszanie robi Spray wciskając się na siłe na
linię startu. Po poważnym incydencie na boi w poprzednim wyścigu, zawinionym
przez tę załogę, po raz kolejny staja się autorami niezbyt eleganckiego
zachowania:
- Koledzy w takim przypadku należy
kręcić kółka! Gdyby był z nami Radek Żurek bardzo szybko byście to zrozumieli!
Poprawcie się!
Tymczasem
do przodu rusza Marynarka i Lotnictwo, mają o co walczyć. Słaby i zmienny wiatr
powoduje ciągłe przetasowania. Gubią się Winiary – już przegrały, chyba nawet
podium. Walczy jeszcze Toyota ale 6 miejsce to za mało. Trzy załogi maja
identyczny bilans punktowy. Okazuje się, że najlepsze miejsca ma Marynarka
Wojenna i to załoga Wojtka Myśliwca zdobywa tytuł Mistrza Polski. Srebro dla
Toyoty, a brąz dla Sił Powietrznych. A więc taki sam układ jak na mistrzostwach
długodystansowych we Włocławku.
Gratulacje
dla zwycięzców, ale i dla pokonanych. Różnice na mecie w poszczególnych
wyścigach były tak nieznaczne, że wszyscy mieli szanse wygrać każdy z wyścigów.
Jakże inaczej niż w ubiegłym roku, gdy w zasadzie wszystko było wiadome już
przed rozpoczęciem regat.
Mistrzostwa
były naprawdę udane pod każdym względem z wyjątkiem wiatru. Pogoda super,
towarzystwo jak zwykle zacne, zabawy huczne i miłe, a praca komisji bez
zarzutu. Najlepszy dowód na to wszystko, że nie było ani jednego protestu.
I tak trzymać!!!!!
Stanisław Iwiński
|