Stowarzyszenie Klasy Skippi 650 KALENDARZ IMPREZ 2003AktualnościSkippi 650GaleriaKontakt

Powrót

Międzynarodowe Mistrzostwa Polski Jachtów Kabinowych o Puchar Wójta Gminy Giżycko
19-23.07.2006 r., j. Niegocin, Giżycko

Wyniki


Raz na brzegu raz na wodzie

Gdyby wierzyć prognozom byłyby to najwspanialsze mistrzostwa od lat. Niestety prognozy maja to do siebie, że są …tylko prognozami. A już szczególnie na Mazurach sprawdzają się jedynie w niewielu procentach. Tym razem pogoda sprawdziła się w 100%. Było gorąco jak w przysłowiowym piecu (ponad 30ºC) i nawet wiatr nas nie studził. Tym bardziej, że zapowiadany przez różne stacje meteo, przybył do nas jedynie w piątek i niedzielę.

Fajnie i tak było, choć wiatru zabrakło w 2 z 4 dni regat.

Zaczęło się nieszczególnie. Po kilku dniach silnego wiatru (przypomnijcie sobie Boatshow), w czwartek, w pierwszym dniu regat mieliśmy gładką taflę jeziora Niegocin i zajęcia w grupach. Były to bardzo ważne zajęcia, bo po raz pierwszy udało się pomierzyć większość łódek i ich żagli. Chwała tu i podziękowanie dla „Admirała” Piotra Adamowicza, który przeprowadził to w sposób sprawny i skuteczny. Wreszcie mamy lepszy obraz naszej floty. Chwała też komisji regatowej, że nie starała się na siłę wypchnąć nas na wodę, a komunikaty o swoich zamiarach mogliśmy odczytywać na brzegu, bez potrzeby prażenia się w upale.

Wieczorem nastąpił kolejny etap zajęć w grupach, przy czym szczególnym wzięciem cieszył się obóz naszych przyjaciół z nad Soliny. Jeden z kolegów „wojaków” do tego stopnia upodobał sobie ich „miejscówkę”, że zakotwiczył u nich na cały czas regat.

W piątek Giżycko przywitało nas zdrową bryzą i oczywiście słoneczna pogodą. Wszyscy „nagrzani” oczekiwanie rześko ruszyli na wodę. Pierwszy wyścig rozpoczął się punktualnie o 10.00. My 20 minut potem razem z Delphiami 24. Walka od samego początku bardzo zacięta, a różnice minimalne. Na pierwszej boi prowadzimy na Saabie, ale cała pozostała stawka jest tuż za nami. Walczymy z Toyota Pawła Oskroby. Meta tym razem przewidziana jest na zakończenie drugiego okrążenia na kursie pełnym. Bardzo ciekawe rozwiązanie. Walczymy z Pawłem do samego końca , gdy nagle z „krzaków” wyskakują Siły Powietrzne pod Michałem Bułkinem i godzą nas skutecznie. A przecież patrzyłem w te stronę i nikogo tam nie  było. Widocznie lotnicy maja swoje sposoby, może po prostu pofrunęłi?

Drugi wyścig to popis „Altówki” na Winiarach. Piotruś Słowik startuje na czystym wietrze, idzie we właściwą stronę i niezagrożony mija jako pierwszy linie mety. Na dalszych miejscach znowu zażarta walka. Niestety dla nas na Saabie zakończona niepowodzeniem. Walczymy znowu cały czas z Toyotą. Wychodzimy na ostatni pełny, wsadzam głowę do kokpitu, chwila nieuwagi i nasz bukszpryt ląduje w rufie Toyoty. Nie pozostaje nic innego jak kręcić kółka, co kosztuje nas utratę 3 miejsc. Toyota druga, dalej Lotnictwo i Wojska Lądowe. Saab jest piąty, ale wszyscy dziwią się co jest z Marynarką Wojenną? Wszak Wojtek Myśliwiec uchodził za murowanego faworyta. 4 i 7 miejsce na razie dają mu słabą  pozycje wyjściową.

Rozpoczynamy trzeci wyścig. Dla nas okaże się on tragiczny w skutkach. Zaraz po starcie łapiemy pecynę zielska i ledwo docieramy do boi. Na pełnym pozbywamy się tego balastu, okazuje się, że jest tylko na płetwie. Mozolnie odrabiamy straty na halsówce i nagle coś łapie nas. Skippi staje w miejscu. Tym razem zielsko siedzi na mieczu. Nie decyduje się na próbę zrzucenia go na wstecznym i płyniemy dalej. Efekt łatwy do przewidzenia, mijają nas po kolei wszystkie załogi.. A z przodu Toyota po walce z Winiarami wygrywa zdecydowanie i nagle to te dwie załogi urastają do grona faworytów  mistrzostw. Budzi się Żandarmeria pod Zbyszkiem Michalskim, trzecia na mecie. Dołuje tym razem Michał Bułkin, Wojtek Myśliwiec dalej nieszczególnie na czwartym miejscu, a zanim Spray pod nowym sternikiem Łukaszem Dakszewiczem. Bardzo ładnie na 6 miejscu przypływa Sirocco pod Lechem Przybylskim.

Po krótkiej przerwie ruszamy do czwartego wyścigu. Wiatr cały czas wieje zupełnie przyzwoicie i choć nie chłodzi to jednak przemieszczamy się z zupełnie dobrą prędkością. Gdyby tylko nie to zielsko. Tym razem łapie to świństwo Toyota i ledwo, ledwo dociera do mety na 6 miejscu. Jak się później okaże, było to bardzo brzemienne w skutkach. Klasę w tym wyścigu pokazuje Zbyszek Michalski, a jego czerwona „Żandarmeria” dumnie defiluje na mecie na pierwszej pozycji, tuż za nim są Winiary, dalej Marynarka Wojenna mozolnie odrabiająca straty, Siły powietrzne, Spray, Toyoat z zielskiem i nasz Saab również z tą „cholerą”  na mieczu. Kończy się pierwszy dzień i choć w zasadzie wszystko jeszcze możliwe – zaplanowano wszak 9 wyścigów – to na głównych kandydatów do zwycięstwa można uznać Winiary (prowadzące po 4 wyścigach) oraz Toyotę. Za nimi dosyć wyrównana stawka mniej więcej 6 jachtów, które miały jeszcze teoretyczne szanse. Maleją one jednak następnego dnia. Zapowiadany wiatr umiarkowany w ogóle nie przychodzi, a jezioro przypomina taflę szkła. Czekamy cały dzień, ale nie udaje się nic przeprowadzić. Wieczorem wieczór zabawowy, zaaranżowany przez organizatorów regat.

Niedzielny poranek to nerwowa myślówka dla prowadzących – jak się obronić, oraz dla goniących – jak tu zaatakować, żeby wygrać. Jak się później okaże lepiej przemyśleli sprawę ci drudzy. Mamy do rozegrania jedynie dwa wyścigi. Różnice choć niewielkie to jednak trudne do odrobienia. Klasą błyska, rozbudzony Wojtek Myśliwiec dowodzący Marynarką Wojenną. Wygrywa obydwa biegi i czeka co przyniesie mu los. Po pierwszym wyścigu minę ma jeszcze markotną. Na drugim miejscu przypływa Paweł Oskroba i jego Toyota. Wydaje się, że ma mistrzostwo w kieszeni. Słabiej jest z Winiarami pod Piotrusiem Słowikiem, jest co prawda czwart, ale przed nim dopływa czujny Michał Bułkin. Już wiadomo, że to między nimi rozegra się walka o tytuł. Żandarmeria dołuje, nasz Saab też już nie ma szans, a pozostali maja już za duże straty.

Ruszamy do ostatecznej batalii. Na starcie zamieszanie robi Spray wciskając się na siłe na linię startu. Po poważnym incydencie na boi w poprzednim wyścigu, zawinionym przez tę załogę, po raz kolejny staja się autorami niezbyt eleganckiego zachowania:

- Koledzy w takim przypadku należy kręcić kółka! Gdyby był z nami Radek Żurek bardzo szybko byście to zrozumieli! Poprawcie się!

Tymczasem do przodu rusza Marynarka i Lotnictwo, mają o co walczyć. Słaby i zmienny wiatr powoduje ciągłe przetasowania. Gubią się Winiary – już przegrały, chyba nawet podium. Walczy jeszcze Toyota ale 6 miejsce to za mało. Trzy załogi maja identyczny bilans punktowy. Okazuje się, że najlepsze miejsca ma Marynarka Wojenna i to załoga Wojtka Myśliwca zdobywa tytuł Mistrza Polski. Srebro dla Toyoty, a brąz dla Sił Powietrznych. A więc taki sam układ jak na mistrzostwach długodystansowych we Włocławku.

Gratulacje dla zwycięzców, ale i dla pokonanych. Różnice na mecie w poszczególnych wyścigach były tak nieznaczne, że wszyscy mieli szanse wygrać każdy z wyścigów. Jakże inaczej niż w ubiegłym roku, gdy w zasadzie wszystko było wiadome już przed rozpoczęciem regat.

Mistrzostwa były naprawdę udane pod każdym względem z wyjątkiem wiatru. Pogoda super, towarzystwo jak zwykle zacne, zabawy huczne i miłe, a praca komisji bez zarzutu. Najlepszy dowód na to wszystko, że nie było ani jednego protestu.

I tak trzymać!!!!!

                                                                                                                                           Stanisław Iwiński



Copyright 2002 SKS 650 Strona główna | Kalendarz imprez | Aktualności | Skippi 650
Przepisy klasowe | Statut| Załogi | Galeria| Kontakt