Powrót
Międzynarodowe
Mistrzostwa Polski Jachtów Kabinowych 2005
21-24 07 2005r. Giżycko
Wyniki
Rekord w Giżycku
W
Mistrzostwach Polski w Giżycku nie zabrakło praktycznie nikogo, no może
kolegi
Kremkowa z Niemiec. W czwartkowe popołudnie 17 załóg rozpoczęło batalię
w
najważniejszej imprezie sezonu. Na wodzie nowa (kolejna) załoga
wojskowa – w
barwach Garnizonu Warszawskiego na bijącym w oczy zielonym kadłubie
wystartował
Piotr Adamowicz. Mógł się namacalnie przekonać, że nie tak łatwo
wygrywać w
naszej klasie. W zapowiedziach za faworytów uważani byli oczywiście
najlepsi w
tym sezonie Zbyszek Kania i Andrzej Czapski. Wojsko liczyło na swojego
faworyta
czyli Wojtka Myśliwca. W końcu to jego matecznik.
Zaczęło
się zgodnie z przewidywaniami. Wiaterek umiarkowany, dookoła krążyły
ciemne
chmury burzowe, 17 załóg się ścigało, a wygrał Zbyszek Kania. Czapa
drugi a
trzeci Sławek Blaszka. Po wyścigu Wojtek Myśliwiec długo trenował na
wodzie co
zresztą skrzętnie wykorzystaliśmy i my na Saabie. Nie byliśmy
zadowolenie z
naszej jazdy i próbowaliśmy coś zrobić ze sprzętem.
Pierwsze
koty za płoty, jak mówią. Wszystko miało zacząć się na dobre w piątek,
na który
zapowiedziane zostały 4 wyścigi. Prognozy mówiły o silnym wietrze, więc
niektórzy mieli miny nietęgie (tylko Ci co nie lubią takich wyzwań).
Pierwszy
piątkowy wyścig to jednak klasa Czapy. Nie dał szans nam wszystkim i
pokazał,
że w tych warunkach będzie trudny do pokonania. Dalej Zbyszek i Wojtek.
Sławek
tym razem zalicza wpadkę i przypływa dopiero 12
Wiało
równo 4 do 5 i gdy wydawało się, że wszystko pójdzie zgodnie z
rozkładem jazdy,
sędzia główny przerwał wyścigi i wszyscy spłynęliśmy do portu. Podobno
szła
jakaś nawałnica od Orzysza i groził nam co najmniej „biały szkwał”.
Burza na
szczęście poszła bokiem i po kilku godzinach wróciliśmy na wodę.
Wiatru
było dalej wystarczająco dużo na kilka imprez. Po przerwie znowu
Zbyszek ucieka
i wygrywa przed Wojtkiem i Radkiem Żurkiem. Andrzej tym razem czwarty.
My
zaliczamy - po raz pierwszy - pęk wodorostów na którymś z kursów i
klnąc na
czym świat stoi ledwo dowlekamy się do mety. A na naszym niefarcie
korzysta
Piotruś Słowik, a wspominam o tym bo będzie nas prześladował w tych
regatach
właśnie w takich sytuacjach. Okazało się później, że miała to być
zemsta na
regaty w Mikołajkach w ubiegłym sezonie. Może niektórzy pamiętają jak
udało nam
się rzutem na taśmę w ostatnim wyścigu wyprzedzić „Altówkę” o 10 centymetrów. Ale wróćmy do Giżycka.
Kolejny wyścig i kuje już zupełnie
zdrowo. Znowu wygrywa Czapa przed Zbyszkiem i Wojtkiem. Tym razem
wpadka Pawła
Oskroby i znowu Sławka Blaszki. I oni wpadli na pływające elementy
natury i nie
byli w stanie płynąć do przodu. Niestety akwen niegociński ma tę
ciekawostkę,
że obfituje w liczne pływające wodorosty. Przygód na wodzie było
więcej, a dla
niektórych nawet dosyć dramatycznych. Najpierw wywrotkę zalicza Juras
Wojtera,
ale radzi sobie bardzo szybko. Aż miło było patrzeć na zwinną załogę
skaczącą
po kadłubie. Potem to samo przytrafia się Rybie. Ale jego przygoda z
wodami
mazurskimi kończy się trochę gorzej. Łódka odwraca się do góry wentylem
i wbija
masztem w dno. Akcja ratunkowa trwała do późnych godzin, ale na
szczęście nic
się nie przytrafiło ani załodze ani samemu jachtowi. Ryba zasłużył
zresztą na
pochwałę. Niezrażony wodną przygodą stawił się nazajutrz na starcie.
Miał
jedynie od żony zakaz używania genakera.
W sobotę
do silnego wiatru dołożył się lejący deszcz i mieliśmy „prawdziwą
żeglarska
pogodę”. Jedynie na wodzie niewiele się zmieniło. Pierwszy sobotni
wygrywa
znowu Zbyszek, kolejny znowu on i gdy wydawało się robić trochę nudno,
inni
włączyli się do walki. Wojtek Myśliwiec wyraźnie nie czuł się dobrze
tego dnia.
Zalicza 6, 11 i 15! Miejsce. Pamiętajmy jednak o wodorostach. Czujnie
pływają
Radek, Paweł i Piotruś Słowik, na zmianę przychodząc na czołowych
pozycjach.
Czapa najpierw jest 5 potem 2 i wreszcie w ostatnim tego dnia
skutecznie
uwikłał się w wodorosty i ledwo jadąc dociera na 11 pozycji. Trzeci
wyścig
piątkowy to zresztą jedyna globalna porażka faworytów. Wygrywa Paweł
przed Zbyszkiem
Michalskim czyli Żandarmerią, Altówką i nami. Muszę jednak dodać, że
mieliśmy
wyjątkowego pecha. Gdy wydawało się na drugiej halsówce, że wejdziemy
pierwsi
na boję, urwała się górna remizka foka i skończyły się nadzieje.
Najpierw
załamani chcieliśmy zawrócić do portu, ale ponieważ było blisko do
kursu
genakerowego zdecydowaliśmy się płynąć. Na pełnym, pędząc jak
motorówka,
nadganialiśmy straty i przemknęliśmy obok Piotrusia Słowika jak pociąg
ekspresowy. Potem jednak była ostatnia halsówce i tuż przed metą
Winiary
wyprzedziły nas spychając o jedną pozycję, zresztą jak się okazało był
to nasz
najlepszy wynik. O ironio bez foka. Był to również nasz trzeci niefart
w tych
regatach i po raz trzeci skorzystał na tym Piotruś Słowik. Wcześniej
zaliczyliśmy po raz drugi wodorosty i tuż przed meta właśnie on nas
wyprzedził.
Ten dzień
dla wielu był raczej nie udany. Piotr Adamowicz zaraz po wypłynięciu
stracił
maszt. Urwała się stalówka foka, a że nie miał zamocowanego sztagu
efekt był
jaki był.
Sytuacja
po 3 dniach była właściwie już wyjaśniona. Zbyszkowi tylko kataklizm
mógł
odebrać zwycięstwo. To samo dotyczyło srebra dla Andrzeja. Ciekawie
było
natomiast w walce o brąz. Skuteczna jazda Pawła i słaba Wojtka
spowodowała, że
obydwaj mieli szanse na pudło. Na kolejne miejsca praktycznie miało
szansę
jeszcze nawet 8 załóg. Ale niedziela przyniosła zmianę pogody i wiatru.
Siadło
i szanse silnowiatrowców spadły do zera. Pierwszy wyścig wygrywa znowu
Zbyszek
przed Andrzejem i obaj jadą do domu. Wojtek Myśliwiec odradza się i
zajmując 3
i 1 miejsce zdobywa upragniony przez cały team wojskowy medal. Dalej
Paweł,
Radek i skuteczny na finiszu Sławek, który w ostatniej chwili wyprzedza
Piotrusia Słowika. Potem równo jak w rządku
3 kolejne Jachty Polskich Sił
Zbrojnych. Dla nas pozostała
niestety już tylko druga dziesiątka, do której spadliśmy wraz z Arturem
Ceranem
z BP Visco.
Cóż
zrobiło się u nas bardzo ciasno, a dobrych żeglarzy w tej klasie nie
brakuje.
Przekonał się o tym naocznie Piotr Adamowicz.
Za tydzień
okazja do rewanżu w Gdyni.
Stanisław Iwiński
|