Stowarzyszenie Klasy Skippi 650 KALENDARZ IMPREZ 2003AktualnościSkippi 650GaleriaKontakt

Powrót

Gdynia Sailing Days 2005
29-30 07 2005r.

Wyniki


GDYNIA SAILING DAYS – SZYBKO BO KRÓTKO, KRÓTKO BO SZYBKO.

            Przyszedł czas na regaty na naszym podwórku i pierwsze regaty na słonej wodzie. Ścigaliśmy się w ramach Gdynia Saling Days, które co roku organizowane są zasadniczo dla klas olimpijskich, ale startują tu również inne klasy, nawet modele sterowane radiem. Byłem uczestnikiem wszystkich dotychczasowych edycji tej imprezy, i nasuwa mi się refleksja, ale o tym na koniec.

Nietypowo, bo takimi prawami rządzi się ta impreza, że zawsze kończy się w sobotę, dla naszej klasy pierwszym dniem regat był piątek. Dla mnie dość długi to dzień, wracałem z rejsu i noc spędziłem w podróży. Na starcie stanęło 12 załóg (Attis Development tym razem wspomógł klasę TR i nie wystartował z nami). Za sterem Winiar zasiadł Przemek Tarnacki, który akwen ten zna bardzo dobrze i stał się jednym z faworytów tych regat. Wyszliśmy na wodę, lecz warunki pogodowe nie sprawdziły się z prognozą, która zapowiadała 2 do 3. Słońce, mgiełka i bezwietrze skusiło nas aby podpłynąć do baru na Bulwarze Nadmorskim. Tam kosztując napój bogów, dopingowaliśmy zawodników startujących w regatach jachtów sterowanych drogą radiową. Wrażeń było co niemiara, obstawianie i zakłady jak u bukmachera. Odroczenia wyścigów przesuwały czas startu na coraz późniejszą porę,  większość z nas uznała już ten dzień za stracony (na wyścigi) i udała się basenu jachtowego.

            Wieczorkiem można było zabawić się na plaży miejskiej, gdzie przy 17 tyś. watowym nagłośnieniu odbyło się Beach Party. My obserwowaliśmy to lekko z boku na pokładzie jachtu Koga III i też się dobrze bawiliśmy. Część naszej młodzieży bawiła się na plaży i odczuła to kolejnego dnia, kiedy zaczęło wiać i to solidnie, brak snu i „mocy” był czasem odczuwalny.

            Sobota powitała nas słońcem i wiatrem. Stratowaliśmy na jednym akwenie z klasami turystycznymi, klasą 730, Omegą oraz Tornado. Sędzią głównym tego akwenu był Z. Perlicki. Trasa „up and down” z metą na pełnym. Trasy długie jak to zazwyczaj lubi robić Zyga. Pomiar wiatru o godz. 10.10 wskazywał na 4-5 m/s, pozostała jeszcze długa fala z nocnej burzy oraz powstawała nowa co powodowało małą dziubaninę.. Start mamy dobry ze środka, po lewej mamy Winiary, Z.  Kanię i Frans Maasa. Duża grupa wybrała prawą stronę. My jedziemy środkiem, Tarnacki jest trochę szybszy, składamy się na prawo i korzystamy z każdej zmiany. Na pierwszy znak wchodzimy pierwsi, za nami Z. Kania. Kolejna boja również jest nasza, lecz drugą górną musieliśmy oddać Kani, z którym walczyliśmy całą drugą halsówkę, lecz niestety zjechał nam trochę grot (puściła knaga) i to załatwiło nam wyścig. Na pełnym jeszcze próbowaliśmy walczyć i na metę idziemy z falą na znak, Kania na komisję i wygrywa z nami o ok. 10 metrów. Kolejne miejsca to Frans Maas, Winiary, Wojska Lądowe, Siły Powietrzne.  Pierwszy raz wystartowaliśmy w czwórkę, do załogi dołączył Sławek „Grono” Gronowski, który mimo niewielkiej wagi jest dobrym uzupełnieniem naszej załogi. Odczuliśmy to szczególnie w drugiej połowie drugiego i całym trzecim wyścigu.

            Drugi wyścig to super strat, prowadzimy, ktoś miał falstart, jak się później okazało P. Tarnacki.  Jak na złość, mimo zmiany knagi na fale grota i tym razem jedzie nam w dół, szybka akcja nie zapobiegła stratom i na górny znak wjeżdżamy w ogonku. Na halsówce wydała prawa strona i z tego co pamiętam prowadził P. Oskroba. Większość po postawieniu genakerów poszła w lewo. My skorzystaliśmy na zmianie, która powodowała, że zrobił się żużel. Zrzutka genakera na prawą i halsówka. Przyszedł wiatr w porywach do 6, zaczęła się jazda i odrabianie strat, co zaowocowało, że na górny znak wchodzimy pierwsi. Niestety na znaku spotkaliśmy się z s/y Afinorem, którego sterniczka chyba zestresowana naszą obecnością utrudniła nam okrążenie znaku. Jeszcze rufa przed postawieniem znaku i Kania już jest przed nami. Zjazd na genakerach był niesamowity, rock and roll bez trzymanki. Jeszcze przed metą zrzuciliśmy genakera, przyszła taka zmiana, że trzeba było się na metę docinać na ostro. Na mecie pierwszy Z. Kania, my na drugim, trzeci P. Oskroba, czwarty Michał Bułkin na Siłach Powietrznych, piąte Wojska Lądowe z A. Wegnerem za sterem. Wyścigu nie ukończyła załoga Frans Maas.

            Na trzeci wyścig musieliśmy trochę poczekać, gdyż zaczęło kuć do 7 oraz mocno odkręciło. Halsówka ok. 1 mili pod brzeg Orłowa. Zasadniczo zwycięstwo już należało do Z. Kani. Był ostatni wyścig regat, czyli nie będzie odrzutki, różnie to bywa. Do trzeciego wyścigu nie ruszyły załogi Żandarmerii Wojskowej, Frans Maas i Saab.

            Start całkiem dobry, jedziemy w ostrym wietrze, walka na każdym kroku, cały czas walczymy z www.makowski.pl, na pełnych kursach nie popełniliśmy żadnego błędu, przy tym wietrze skończyło by się to zapewne poważną glebą. Ostatni górny znak, prowadzimy, za nami Z. Kania, mamy przyzwoitą przewagę, ale jeszcze nic pewnego. Na www.makowski.pl mają dramacik, topią genakera. My mamy jazdę, ale przed metą musimy strzelić rufę, a cały czas trzyma silny szkwał, i w takim gwizdu robimy ją, udaje się. Wjazd na metę i wygrywamy trzeci wyścig. Za nami Z. Kania i P. Tarnacki, M. Bułkin. Ciekawie wyglądał walka Wojsk Lądowych z Toyotą Żerań przed samą metą, wywieźli się i tak weszli na metę. Lepiej na tym wyszedł A. Wegner na Wojskach Lądowych, który na tych regatach pływał najregularniej – trzy razy piąte miejsce.

            Regaty krótkie bo właściwie tylko jeden dzień, szybkie bo wiało solidnie i wyścigi odbywały się szybko i sprawnie. Cieszy nas, że na podium stanęły dwie załogi z Military Saling Team, a kolejny był zaraz za podium – Wojska Lądowe. Debiutująca załoga Przemka Świąca na Garnizon Warszawa musi się zgrać i zapewne będzie groźna dla pozostałych załóg. Natomiast naszej Truskawce tym razem nie poszło, ale w Mikołajkach będzie lepiej.

            A teraz o mojej refleksji dotyczącej regat. Organizacja regat była naprawdę kiepska, nieład podczas wodowania i wyciągania sprzętu, brak informacji, uroczystość zakończenia nie pasowała do imprezy na poziomie Pucharu Świata. Nie można wszystkiego zrzucić na fakt remontu basenu jachtowego. Bardzo mnie zdziwił fakt, że patron medialny - Telewizja Polska, nie raczyła się nawet pojawić na zwieńczeniu regat – uroczystości zakończenia i wręczenia nagród. A właśnie… nagród, nie żeglujemy tylko dla nagród, lecz dla przyjemności. Lecz kiedy nie ma nawet medali (ostatecznie się znalazły) dla Mistrzów Polski (w klasie 730) to staje się to żałosne. W naszej klasie sponsorzy też się nie popisali… Jestem jednak dobrej myśli, że będzie lepiej. Cieszy nas wynik jaki osiągnęliśmy i to jest najważniejsze.

Do zobaczenia w Mikołajkach, tam Mariusz „Pirt” Pirjanowicz wie jak ugościć żeglarzy. Jestem przekonany, że będzie miło i sympatycznie.

Pomyślnych wiatrów

Irek Kamiński

Military Saling Team



Copyright 2002 SKS 650 Strona główna | Kalendarz imprez | Aktualności | Skippi 650
Przepisy klasowe | Statut| Załogi | Galeria| Kontakt