Powrót
Gdynia Sailing
Days 2005
29-30 07 2005r.
Wyniki
GDYNIA
SAILING DAYS – SZYBKO BO KRÓTKO, KRÓTKO BO SZYBKO.
Przyszedł
czas na regaty na naszym podwórku i pierwsze regaty na słonej wodzie.
Ścigaliśmy się w ramach Gdynia Saling Days, które co roku organizowane
są
zasadniczo dla klas olimpijskich, ale startują tu również inne klasy,
nawet
modele sterowane radiem. Byłem uczestnikiem wszystkich dotychczasowych
edycji
tej imprezy, i nasuwa mi się refleksja, ale o tym na koniec.
Nietypowo,
bo takimi prawami rządzi się ta impreza, że zawsze kończy się w sobotę,
dla
naszej klasy pierwszym dniem regat był piątek. Dla mnie dość długi to
dzień,
wracałem z rejsu i noc spędziłem w podróży. Na starcie stanęło 12 załóg
(Attis
Development tym razem wspomógł klasę TR i nie wystartował z nami). Za
sterem
Winiar zasiadł Przemek Tarnacki, który akwen ten zna bardzo dobrze i
stał się
jednym z faworytów tych regat. Wyszliśmy na wodę, lecz warunki pogodowe
nie
sprawdziły się z prognozą, która zapowiadała 2 do 3. Słońce, mgiełka i
bezwietrze skusiło nas aby podpłynąć do baru na Bulwarze Nadmorskim.
Tam
kosztując napój bogów, dopingowaliśmy zawodników startujących w
regatach
jachtów sterowanych drogą radiową. Wrażeń było co niemiara, obstawianie
i
zakłady jak u bukmachera. Odroczenia wyścigów przesuwały czas startu na
coraz
późniejszą porę, większość z nas uznała
już ten dzień za stracony (na wyścigi) i udała się basenu jachtowego.
Wieczorkiem
można było zabawić się na plaży miejskiej, gdzie przy 17 tyś. watowym
nagłośnieniu odbyło się Beach Party. My obserwowaliśmy to lekko z boku
na
pokładzie jachtu Koga III i też się dobrze bawiliśmy. Część naszej
młodzieży
bawiła się na plaży i odczuła to kolejnego dnia, kiedy zaczęło wiać i
to
solidnie, brak snu i „mocy” był czasem odczuwalny.
Sobota
powitała nas słońcem i wiatrem. Stratowaliśmy na jednym akwenie z
klasami
turystycznymi, klasą 730, Omegą oraz Tornado. Sędzią głównym tego
akwenu był Z.
Perlicki. Trasa „up and down” z metą na pełnym. Trasy długie jak to
zazwyczaj
lubi robić Zyga. Pomiar wiatru o godz. 10.10 wskazywał na 4-5 m/s,
pozostała
jeszcze długa fala z nocnej burzy oraz powstawała nowa co powodowało
małą
dziubaninę.. Start mamy dobry ze środka, po lewej mamy Winiary, Z. Kanię i Frans Maasa. Duża grupa wybrała prawą
stronę. My jedziemy środkiem, Tarnacki jest trochę szybszy, składamy
się na
prawo i korzystamy z każdej zmiany. Na pierwszy znak wchodzimy pierwsi,
za nami
Z. Kania. Kolejna boja również jest nasza, lecz drugą górną musieliśmy
oddać
Kani, z którym walczyliśmy całą drugą halsówkę, lecz niestety zjechał
nam
trochę grot (puściła knaga) i to załatwiło nam wyścig. Na pełnym
jeszcze
próbowaliśmy walczyć i na metę idziemy z falą na znak, Kania na komisję
i
wygrywa z nami o ok. 10 metrów. Kolejne miejsca to
Frans Maas,
Winiary, Wojska Lądowe, Siły Powietrzne. Pierwszy
raz wystartowaliśmy w czwórkę, do
załogi dołączył Sławek „Grono”
Gronowski, który mimo niewielkiej wagi jest dobrym uzupełnieniem naszej
załogi.
Odczuliśmy to szczególnie w drugiej połowie drugiego i całym trzecim
wyścigu.
Drugi
wyścig to super strat, prowadzimy, ktoś miał falstart, jak się później
okazało
P. Tarnacki. Jak na złość, mimo zmiany
knagi na fale grota i tym razem jedzie nam w dół, szybka akcja nie
zapobiegła
stratom i na górny znak wjeżdżamy w ogonku. Na halsówce wydała prawa
strona i z
tego co pamiętam prowadził P. Oskroba. Większość po postawieniu
genakerów
poszła w lewo. My skorzystaliśmy na zmianie, która powodowała, że
zrobił się
żużel. Zrzutka genakera na prawą i halsówka. Przyszedł wiatr w porywach
do 6,
zaczęła się jazda i odrabianie strat, co zaowocowało, że na górny znak
wchodzimy pierwsi. Niestety na znaku spotkaliśmy się z s/y Afinorem,
którego
sterniczka chyba zestresowana naszą obecnością utrudniła nam okrążenie
znaku.
Jeszcze rufa przed postawieniem znaku i Kania już jest przed nami.
Zjazd na
genakerach był niesamowity, rock and roll bez trzymanki. Jeszcze przed
metą
zrzuciliśmy genakera, przyszła taka zmiana, że trzeba było się na metę
docinać
na ostro. Na mecie pierwszy Z. Kania, my na drugim, trzeci P. Oskroba,
czwarty
Michał Bułkin na Siłach Powietrznych, piąte Wojska Lądowe z A. Wegnerem
za
sterem. Wyścigu nie ukończyła załoga Frans Maas.
Na
trzeci wyścig musieliśmy trochę poczekać, gdyż zaczęło kuć do 7 oraz
mocno
odkręciło. Halsówka ok. 1 mili pod brzeg Orłowa.
Zasadniczo
zwycięstwo już należało do Z. Kani. Był ostatni wyścig regat, czyli nie
będzie
odrzutki, różnie to bywa. Do trzeciego wyścigu nie ruszyły załogi
Żandarmerii
Wojskowej, Frans Maas i Saab.
Start
całkiem dobry, jedziemy w ostrym wietrze, walka na każdym kroku, cały
czas
walczymy z www.makowski.pl, na pełnych kursach nie popełniliśmy żadnego
błędu,
przy tym wietrze skończyło by się to zapewne poważną glebą. Ostatni
górny znak,
prowadzimy, za nami Z. Kania, mamy przyzwoitą przewagę, ale jeszcze nic
pewnego. Na www.makowski.pl mają dramacik, topią genakera. My mamy
jazdę, ale
przed metą musimy strzelić rufę, a cały czas trzyma silny szkwał, i w
takim
gwizdu robimy ją, udaje się. Wjazd na metę i wygrywamy trzeci wyścig.
Za nami Z.
Kania i P. Tarnacki, M. Bułkin. Ciekawie wyglądał walka Wojsk Lądowych
z Toyotą
Żerań przed samą metą, wywieźli się i tak weszli na metę. Lepiej na tym
wyszedł
A. Wegner na Wojskach Lądowych, który na tych regatach pływał
najregularniej –
trzy razy piąte miejsce.
Regaty
krótkie bo właściwie tylko jeden dzień, szybkie bo wiało solidnie i
wyścigi
odbywały się szybko i sprawnie. Cieszy nas, że na podium stanęły dwie
załogi z
Military Saling Team, a kolejny był zaraz za podium – Wojska Lądowe.
Debiutująca załoga Przemka Świąca na Garnizon Warszawa musi się zgrać i
zapewne
będzie groźna dla pozostałych załóg. Natomiast naszej Truskawce tym
razem nie
poszło, ale w Mikołajkach będzie lepiej.
A
teraz o mojej refleksji dotyczącej regat. Organizacja regat była
naprawdę
kiepska, nieład podczas wodowania i wyciągania sprzętu, brak
informacji, uroczystość
zakończenia nie pasowała do imprezy na poziomie Pucharu Świata. Nie
można
wszystkiego zrzucić na fakt remontu basenu jachtowego. Bardzo mnie
zdziwił
fakt, że patron medialny - Telewizja Polska, nie raczyła się nawet
pojawić na
zwieńczeniu regat – uroczystości zakończenia i wręczenia nagród. A
właśnie… nagród,
nie żeglujemy tylko dla nagród, lecz dla przyjemności. Lecz kiedy nie
ma nawet
medali (ostatecznie się znalazły) dla Mistrzów Polski (w klasie 730) to
staje
się to żałosne. W naszej klasie sponsorzy też się nie popisali… Jestem
jednak
dobrej myśli, że będzie lepiej. Cieszy nas wynik jaki osiągnęliśmy i to
jest
najważniejsze.
Do zobaczenia w
Mikołajkach, tam
Mariusz „Pirt” Pirjanowicz wie jak ugościć żeglarzy. Jestem przekonany,
że
będzie miło i sympatycznie.
Pomyślnych wiatrów
Irek
Kamiński
Military
Saling Team
|