Powrót
Boatshow Cup 2005
9-10 07 2005r. Giżycko
Wyniki
Tam, gdzie komary w d... tną
Na kolejne
nasze regaty wybraliśmy się do Giżycka, gdzie od wielu lat spotykamy się na
początku lipca. Rewelacyjna pogoda, która utrzymuje się od dłuższego czasu nie
sprawiła psikusa i pozwoliła rozegrać wszystkie zaplanowane wyścigi. „Boatshow
Cup” jako kolejna eliminacja Pucharu Polski Jachtów Kabinowych Frans Maas Cup
2005 zgromadził na stracie 12 załóg w klasie. Regularność liczby startujących w
klasie jest naprawdę zadziwiająca, choć miałem nadzieję, że wakacje spowodują
wzrost liczby startujących.
Sobotni
dzień rozpoczęliśmy od wyszorowania naszego okrętu, co by szybciej jechał, a
swoim blaskiem raził oczy konkurencji, zresztą słońce temu sprzyjało. Wiało
słabo, choć jak to było w trzecim wyścigu zaskakiwał siłą i kierunkiem. Do boju
ruszyliśmy w samo południe, jako trzeci rzut łącznie z TR. Mimo trochę krótkiej
linii startu, poszło sprawnie. A. Wegner miał bardzo dobry start, na pierwszym
znaku prowadzi, my zaraz za nim a za nami Z. Kania. Na dole zmiana – prowadzi
dalej Jędrek, lecz nas wyprzedza Kania.
Na starcie, z tego co pamiętam, to Frans Maas miał
falstart, wracał się i wyjechał ostatni, ale chłopaki przycisnęli i na każdym
boku łykali kolejne statki, aby przed ostatnim znakiem walczyć o trójkę. Na
prowadzenie wychodzi www.Makowski.pl, my
zasadniczo spokojnie na drugim, za nami prawie równo Wojska Lądowe i Frans
Maas, który atakuje lewą i niesamowicie mu wydaje. Tak mu wydaje, że przejeżdża
Wojska Lądowe i nas. Pierwszy wyścig wygrywa Kania, Frans Maas drugi, Marynarka
Wojenna trzecia, Wojska Lądowe, dalej Saab, Siły Powietrzne, Toyota Żerań.
W drugim
wyścigu prezent dostał Radek Żurek, który na drugiej halsówce wyciął bronę w
prawo i wydało mu na tyle, że z doła wywindował się na drugi plac. Po starcie
prowadził zdecydowanie M. Bułkin, my na stracie jakoś cieniutko, Saab pojechał
po nas jak chciał, lecz powoli, powolutku jechaliśmy do przodu. Niestety Siły
Powietrzne musiały oddać prowadzenie Z. Kani. My podjeżdżamy do Czapy, druga
halsówka, idziemy w lewo. Jedziemy w stożku, parę zwrotów - z resztą udanych,
coś przywiało, coś zakręciło i ... jesteśmy nad Frans Maasem. Ostatni górny
znak prowadzi Z. Kania, wydawało się, że wjedziemy na drugim, ale tu na prawym
wali T1 GSM i musimy go puścić. Na dodatek mieliśmy genakera na prawej, czyli
rufa, jeszcze mały dramacik i pozamiatane. Kolejność na mecie jak na górnym
znaku: Z. Kania, R. Żurek, W. Myśliwiec, A. Czapski, a kolejne miejsca to A.
Ceran, S. Iwiński, P. Oskroba, Z. Michalski, M. Bułkin, A. Wegner, W. Sałata i
T. Rybicki.
Od rana
poza kwaterą, trochę zgłodnieliśmy, ssanie w żołądku dokuczliwe, woda się
kończy, logistyka zawiodła. Ale dalej trzeba walczyć, trzeci wyścig to nasz
wyścig. Prowadzimy od początku do końca, każda boja nasza. Cały czas za nami
Kania, dobrze jedzie T1 GSM i nasza „Truskawa” czyli Żandarmeria Wojskowa. Tym
razem słabiej Czapa który ten wyścig daje do odrzutki, kończy go na 5 placu.
Wojska Lądowe na 6., Toyota Żerań na 7.
Pogoda
dopisuje, więc jedziemy jeszcze jeden wyścig, w brzuchu pustka, w gardle sucho,
ograniczono limit wody na głowę do jednego łyka, plan jest prosty: wygrać
wyścig i do portu na lody. Plan zrealizowaliśmy w połowie ... poszliśmy na
lody. Podobnie jak my w trzecim wyścigu od startu do mety prowadzi Frans Maas,
czujnie nas pilnując gdyż czasami jesteśmy blisko. Za nami jedzie Z. Kania. Na
drugiej halsówce jest więcej wiatru i my „kurczaki” z naszą wagą możemy
zapomnieć aby dojechać do Czapy. Na mecie pierwszy Frans Maas, druga Marynarka Wojenna, trzeci www.Makowski.pl, czwarta Toyota Żerań, piąte
Siły Powietrzne, szósty Saab, siódma „Truskawa” J. Wojska Lądowe odpuściły sobie ten
wyścig, chyba im gąsienice od ciepła pozdychały, albo Szarik wypił całą wodę. A
my na lody!
Wieczorkiem
był smalczyk, ogóreczki, piwunio i mięsidło, całkiem smaczne. Były też Polaków
rozmowy. My zmęczeni pojechaliśmy na kwaterę spalić całoroczny zapas drewna w
hotelu, ale mimo szybkiego procesu spalania, nie udało się. Może i dobrze, bo
za dziesięć dni będzie co palić dalej. Mimo, że obiecujemy sobie iść spać
wcześnie to jakoś gitara, śpiew i ... nie sprzyjają dotrzymaniu obietnicy. Rano
pobudka, bez porannej zaprawy i na wodę. Wieje więcej, mocne 3, wiatr odkręcił o
180º. Plan na wyścig piąty: wygrać, a Z. Kania musi być trzeci. Taka sytuacja
powoduje między nami remis, ale ostatni wyścig dał by nam zwycięstwo. My ze
swojej strony zrealizowaliśmy plan – wygraliśmy niedzielny wyścig, ale Z. Kania
był drugi. Startujemy z boji, obok Frans Maas i www.Makowski.pl, jedziemy w miarę równo. Na
górnym znaku jesteśmy pierwsi i tak na każdym kolejnym. Sytuacja jest
korzystna, za nami Czapa, Z. Kania trzeci. Jednak na drugiej halsówce Z. Kania
chwilowo prowadzi, na nasze szczęście poszedł w lewo, gdzie nie wydało.
Prowadzimy aż do mety, za nami Czapa i Kania, który nas strasznie gonił, ale
nie zdążył. Zabrakło troszkę, ale jest nieźle, łódka jedzie, możemy powalczyć. Czwarte miejsce w tym wyścigu
zajął T1 GSM, piąte Toyota Żerań, szóste Wojska Lądowe. Regaty wygrał Z. Kania
z załogą, który na pięć wyścigów wygrał dwa, Marynarka Wojenna druga, również z
dwoma zwycięstwami, trzecie miejsce Frans Maas z jednym. Kolejne miejsca to T1
GSM, Toyota Żerań, Saab, Wojska Lądowe, Żandarmeria Wojskowa, BP Vanellus, Siły
Powietrzne, Legionowo –WARS oraz Attis Development.
Długo czekaliśmy na zakończenie, ale za to wylosowaliśmy
bilety lotnicze dla dwóch osób. Teraz trzeba wybrać albo regaty albo podróże.
My wybieramy regaty.
Kolejna impreza również w Giżycku,
osobiście nie będę mógł w nich uczestniczyć, idę morze, całe szczęście pod
żaglami. Życzę wszystkim i sobie
Pomyślnych wiatrów
Irek Kamiński, Military
Sailing Team
|